Szokujące prognozy
Podsumowanie: Szokujące prognozy na 2026 rok
Saxo Group
Dyrektor ds. strategii rynku surowców
Spadki w wenezuelskiej podaży są realne i występują już teraz, co w krótkim terminie wspiera notowania ropy, mimo że globalny bilans popytu i podaży pozostaje relatywnie luźny.
Rynek nie wycenia szybkiego powrotu podaży z Wenezueli — i słusznie, ponieważ odbudowa tamtejszego sektora naftowego zajęłaby lata i wymagałaby dziesiątek miliardów dolarów.
Ryzyko spadku cen w średnim terminie pojawi się tylko wtedy, gdy równocześnie wystąpią stabilność polityczna, złagodzenie sankcji oraz inwestycje ze strony USA na dużą skalę — to scenariusz wciąż wysoce niepewny.
Zapas wolnych mocy produkcyjnych w ramach OPEC+, obawy o globalny wzrost oraz ryzyka związane z Iranem nadal stabilizują notowania ropy, powstrzymując je przed gwałtownymi, chaotycznymi zmianami wycen w którąkolwiek ze stron.
Ceny spadają, bo umacnia się narracja o nadpodaży w związku z wydarzeniami w Wenezueli
Na początku tygodnia ceny ropy spadły: ropa Brent zeszła w okolice 60 USD za baryłkę, a ropa WTI spadła poniżej 57 USD — oba kluczowe benchmarki utrzymywały się blisko pięcioletnich minimów. Impulsem było zatrzymanie prezydenta Wenezueli, Nicolása Maduro, przez USA, co przesunęło rynkową narrację na temat wenezuelskiej produkcji z bieżących zakłóceń wynikających z pełnego embarga na ropę oraz de facto blokady tankowców ku spekulacjom, że z czasem może się to przełożyć na większą podaż.
Dodatkowo, OPEC+ w miniony weekend potwierdził utrzymanie bez zmian obecnej polityki wydobycia do końca pierwszego kwartału. To wzmacnia przekonanie, że poza Wenezuelą ropy nie brakuje, mimo krótkoterminowego ubytku wenezuelskich baryłek. Jednocześnie, niepokoje w Iranie oraz utrzymujące się ryzyko zakłóceń na Bliskim Wschodzie częściowo równoważą presję spadkową, ograniczając przestrzeń do głębszej wyprzedaży.
Najważniejsza kwestia dla rynku ropy bywa często źle rozumiana: Wenezuela nie oznacza większej podaży — przynajmniej nie w przewidywalnym horyzoncie.
Po ogłoszeniu przez USA pełnego embarga na ropę, państwowy koncern PDVSA został zmuszony do gwałtownego ograniczenia wydobycia, ponieważ magazyny szybko się zapełniały, a eksport praktycznie stanął. Przy zablokowanych tankowcach i przejmowanych ładunkach surowiec utknął w portach.
Według doniesień, produkcja spadła gwałtownie z około 1,1 mln baryłek dziennie w listopadzie do mniej niż 500 tys. baryłek dziennie w ostatnim miesiącu. Cięcia obejmują wiele spółek typu joint venture, w tym projekty z udziałem Chevronu i China National Petroleum Corporation. Wpływ na globalny rynek ropy jest jednak relatywnie niewielki, biorąc pod uwagę, że zakłócenia te są postrzegane jako krótkotrwałe.
Jak dotąd, Wenezuela pozostaje zakłóceniem o ograniczonym zasięgu. Ubytek baryłek jest istotny, ale częściowo kompensują go wolne moce produkcyjne w innych regionach oraz nadwyżka podaży po miesiącach rosnącego wydobycia. To nadal podtrzymuje narrację o rynku charakteryzującym się nadpodażą sięgającą 2026 r., a być może i dalej. Dopóki nie pojawią się sygnały, że zakłócenia się rozszerzają, zwłaszcza jeśli obejmą Iran po tygodniach niepokojów wewnętrznych lub wynikną ze szerszej eskalacji geopolitycznej, notowania ropy najpewniej będą reagowały przede wszystkim na globalny bilans, a nie na wstrząs w jednym kraju.
Mit odbudowy: dlaczego powrót podaży to odległa perspektywa
Największym nieporozumieniem w obecnej rynkowej narracji jest założenie, że zmiana polityczna automatycznie odblokuje wenezuelską podaż. Nawet przy współpracującym rządzie znaczący wzrost wydobycia wymagałby:
To wieloletni cykl napraw i inwestycji, a nie szybki restart. Po latach niedoinwestowania i sankcji wenezuelski sektor naftowy cierpi na brak kapitału, ograniczenia infrastrukturalne i degradację operacyjną. Nawet amerykańscy giganci naftowi potrzebowaliby wyraźnych sygnałów cenowych, stabilnego ładu politycznego i trwałego złagodzenia sankcji, zanim zaangażowaliby istotny kapitał. Innymi słowy, Wenezuela daje rynkowi opcję na przyszłość, a nie natychmiastową podaż.
Kiedy, jeśli w ogóle, Wenezuela stanie się czynnikiem wywierającym presję na spadek cen ropy?
Taki scenariusz istnieje, ale dotyczy raczej średniego terminu i wymaga zbiegu kilku warunków:
Jeśli, a to wciąż duże „jeśli”, te warunki zostaną spełnione, Wenezuela może z czasem ponownie stać się istotnym źródłem dodatkowych baryłek. Wówczas narracja przesunęłaby się z „zakłóceń” ku „rozbudowie mocy”, a rynek musiałby na nowo ocenić długoterminowy bilans. Do tego czasu jednak dzisiejsze skupienie na nadpodaży może ustąpić obawom o zacieśnianie rynku w miarę utrzymującego się wzrostu popytu, wysokiego tempa spadku wydobycia ze złóż, hamującego przyrostu podaży spoza OPEC+ oraz wyraźnego spadku wolnych mocy produkcyjnych OPEC. W takim scenariuszu dodatkowe baryłki z Wenezueli nie ciążyłyby na cenach, lecz pomagały zapobiegać ich gwałtownym skokom.
Konkluzja: Krótkoterminowe zakłócenia, długoterminowe możliwości
Na razie rynek podchodzi do ropy z lekkim negatywnym nastawieniem, biorąc pod uwagę odnowiony apel Trumpa do amerykańskich firm naftowych o zaangażowanie w Wenezueli. Częściowo równoważone jest ono jednak przez krótkoterminowe zakłócenia podaży, wenezuelskie baryłki znikają szybciej niż da się je zastąpić, podczas gdy szersze uwarunkowania makroekonomiczne i OPEC+ ograniczają potencjał wzrostowy.
Dopóki Wenezuela nie przejdzie od kryzysu do wiarygodnej ścieżki reinwestycji, jej bezpośredni wpływ na ceny ropy prawdopodobnie pozostanie ograniczony. Sama perspektywa przyszłego wzrostu podaży może jednak w krótkim terminie wystarczyć, by osłabić nastroje, potencjalnie sprowadzając Brent i WTI poniżej kluczowych poziomów wsparcia i uruchamiając techniczny ruch w kierunku okolic niskich–średnich 50 USD za baryłkę. Taki spadek mógłby z kolei skłonić OPEC+ do rewizji strategii w celu stabilizacji cen, a wolniejszy wzrost wydobycia poza OPEC+ pomógłby zbudować fundament pod późniejsze odbicie.

| Więcej od autora |
|---|
|