Szokujące prognozy
Leki na otyłość dla każdego - nawet dla zwierząt domowych
Jacob Falkencrone
Dyrektor ds. strategii inwestycyjnych
Dyrektor ds. strategii rynku surowców
Globalny apetyt na złoto, srebro i inne aktywa realne, takie jak platyna czy miedź, wyrasta z otoczenia makroekonomicznego, które staje się coraz mniej komfortowe dla inwestorów polegających wyłącznie na aktywach finansowych. Słabszy dolar i oczekiwania obniżek stóp procentowych przez Fed to najbardziej widoczne czynniki, ale w tym cyklu dodatkowego impulsu dostarcza coś głębszego: narastający niepokój o dyscyplinę fiskalną, wiarygodność polityki pieniężnej i stabilność finansową.
Inwestorzy coraz głośniej pytają, jak długo rosnący dług publiczny i utrzymujące się deficyty, zwłaszcza w USA, biorąc pod uwagę ich globalne znaczenie, będzie można finansować. Gdy zaufanie do papierowych aktywów słabnie, rośnie popyt na namacalne, globalnie wyceniane aktywa. Najpierw korzysta na tym złoto, a następnie dołączają inne metale, gdy relatywne wyceny zaczynają odgrywać większą rolę w decyzjach inwestycyjnych. Widzieliśmy to w ubiegłym roku: rajd złota w pierwszej połowie osiągnął poziomy, które skłoniły inwestorów ku relatywnie tańszemu srebru i platynie.
Nie zniknęło też ryzyko geopolityczne. Od wciąż trwających konfliktów i sankcji po narastające napięcia handlowe i technologiczne – globalny system jest dziś bardziej spolaryzowany i mniej przewidywalny niż dekadę temu. W takim otoczeniu atrakcyjnie wyglądają aktywa, które nie są niczyim zobowiązaniem i nie zależą ani od systemu bankowego ani od obietnicy spłaty przez rząd.
Srebro znajduje się dokładnie pośrodku. To jednocześnie metal „pieniężny” i przemysłowy. Korzysta z tego samego popytu „na wszelki wypadek”, który napędza złoto, a równocześnie ma ekspozycję na długoterminowe trendy, takie jak elektryfikacja, energia słoneczna czy elektronika. Ta podwójna tożsamość sprawia, że kiedy warunki sprzyjają, potrafi eksplodować.
To, co czyni obecny ruch na srebrze tak spektakularnym, to nie tylko dystans, jaki pokonał, lecz przede wszystkim tempo. Liczby mówią same za siebie: od początku roku srebro wzrosło o 28%, a w ujęciu 12‑miesięcznym aż o 194%. Tylko w ostatnim miesiącu podrożało o około 30 USD na uncję. Przejście z 60 do 70 USD zajęło mniej więcej dziesięć dni, ale ostatnie 10 USD, z 80 do 90 USD, już tylko sześć dni.
W przypadku srebra szybkość niesie informację: gdy ceny przyspieszają, inwestorzy podążający za trendem, zabezpieczanie pozycji opcyjnych oraz FOMO (strach przed przegapieniem) wzmacniają samonapędzający się ruch. Ponieważ rynek srebra jest znacznie mniejszy i mniej płynny niż rynek złota, relatywnie niewielkie napływy kapitału potrafią przesunąć cenę o kilka dolarów, zwłaszcza po wybiciu kluczowych poziomów technicznych.
Nie oznacza to, że fundamenty są nieistotne. Postrzeganie ograniczonej podaży, czy to w postaci fizycznych sztabek, monet, czy zapasów giełdowych, ma ogromne znaczenie. Nawet pomysł, że "dostępne" srebro staje się coraz rzadsze, wystarcza, aby utrzymać oferty na rynku. Jednak na późnych etapach ruchu parabolicznego cena jest często napędzana bardziej przez pozycjonowanie i zarządzanie ryzykiem niż przez staranne równoważenie podaży i popytu.
Każdy rajd w końcu napotyka ograniczenia, a w przypadku srebra najbardziej prawdopodobnym hamulcem jest spadek popytu przemysłowego. Powyżej pewnego poziomu cen producenci i odbiorcy końcowi nie są już w stanie wchłonąć wyższych kosztów. Próbują przerzucić je dalej i, gdy im się to nie udaje, ograniczają zakupy albo szukają substytutów. Kluczowe jest to, że ten proces nie dzieje się z dnia na dzień. Przy 90 USD najpewniej zaczął się już w niektórych odcinkach łańcucha dostaw, ale potrzeba czasu, aby stał się na tyle widoczny, by zmienić narrację rynkową.
Zamiast zgadywać dokładny „szczyt”, lepiej wypatrywać sygnałów. Wskazówek dostarczają m.in. premie za fizyczną dostawę w kluczowych hubach, terminy realizacji dla odbiorców przemysłowych czy zachowanie funduszy ETF. Szczególnie ciekawa jest obecna rozbieżność: mimo skoku cen ETF‑y na srebro notowane na rynkach Zachodu odnotowały odpływy – łączny stan posiadania w tym miesiącu spadł o około 7,9 mln uncji, do mniej więcej 856 mln uncji. To sugeruje, że znacząca część popytu pochodzi skądinąd, zwłaszcza z Azji (w tym z Chin) albo od mocniej lewarowanych graczy finansowych, a nie od zachodnich inwestorów o profilu długoterminowym.
Wraz z wybuchem cen srebra wzrosły też depozyty zabezpieczające na kontraktach terminowych, co, jak zwykle, wywołało zarzuty, że giełda próbuje „tłumić” cenę. To wynika z niezrozumienia zasad działania rynku kontraktów terminowych. Depozyt to zabezpieczenie, które ma zapewnić, że wszyscy uczestnicy, zarówno z długimi, jak i krótkimi pozycjami, wywiążą się ze zobowiązań przy dużych ruchach cen. Gdy rynek potrafi poruszać się o kilka dolarów dziennie, ryzyko dużych strat z codziennego rozliczania do rynku gwałtownie rośnie. Gdyby pozostawić depozyty bez zmian, izba rozliczeniowa byłaby narażona na nieakceptowalnie wysokie ryzyko niewypłacalności jednego lub kilku uczestników.
Dlatego CME niedawno zmieniła sposób naliczania depozytów dla srebra: ze stałej kwoty przeszła na stawkę procentową od wartości nominalnej; obecnie wynosi ona 9%. W praktyce oznacza to po prostu, że wraz ze wzrostem ceny srebra proporcjonalnie rośnie kapitał wymagany do utrzymania kontraktu. Z historycznej perspektywy taki poziom nie odbiega znacząco od długoterminowych średnich dla zmiennych metali szlachetnych.
Co kluczowe, wyższe depozyty dotyczą wszystkich. Utrudniają utrzymywanie lewarowanych pozycji po obu stronach, zarówno długich, jak i krótkich. Ich celem jest ograniczenie lewarowania i ochrona integralności rynku, a nie wybieranie zwycięzców i przegranych. Co więcej, w parabolicznym rajdzie wyższe depozyty często zwiększają zmienność, a nie ją tłumią, bo słabsi gracze po obu stronach są zmuszeni zmniejszać lub zamykać pozycje.
Znaczna część narracji w mediach społecznościowych wokół srebra koncentruje się na idei gigantycznego, drapieżnego banku, który ostatecznie zostanie zmuszony do pokrycia za wszelką cenę. Rzeczywiste dane dotyczące pozycjonowania przedstawiają bardziej zniuansowaną historię. Krótkie pozycje netto utrzymywane przez dealerów swapowych, często luźno określanych jako "banki", były stale zmniejszane i obecnie są zasadniczo zgodne z zabezpieczeniami producentów, w obu przypadkach około 25 000 kontraktów. Większość długiej ekspozycji znajduje się w rękach spekulantów i pozostałej kategorii oznaczonej jako "inne".
Jeśli gdzieś na tym rynku naprawdę istnieje ryzyko wyciśnięcia krótkich pozycji, to raczej wśród uczestników z wrażliwą bazą finansowania. Na przykład producenci w gwałtownym rajdzie mogą doświadczać bolesnego niedopasowania przepływów pieniężnych: codziennie muszą uzupełniać depozyty zabezpieczające do pozycji hedgingowych, a gotówkę dostają dopiero, gdy metal zostanie sprzedany i dostarczony. Gdy rynek porusza się o 5–10 USD w ciągu kilku dni, takie niedopasowanie potrafi bardzo szybko stać się wyjątkowo niewygodne.
Część ostatnich ruchów cenowych – być może rzędu 10–20 USD – wygląda też na napędzaną popytem finansowym goniącym plotki o ogromnych krótkich pozycjach banków. Najprostszy test rzeczywistości to spojrzenie na kursy akcji tych instytucji. Nie zachowują się tak, jakby siedziały na katastrofalnych, nie do opanowania stratach.
Obecnie najbardziej oczywistym punktem odniesienia jest 100 USD. Okrągłe poziomy mają na rynkach znaczenie, zwłaszcza w tak emocjonalnym i napędzanym momentum aktywie jak srebro. Działają jak magnes dla podążających za trendem i jako psychologiczne kamienie milowe dla inwestorów oraz mediów. Równocześnie to właśnie tam często zbiegają się realizacja zysków, otwieranie krótkich pozycji i zaostrzanie limitów ryzyka.
To, czy srebro przebije ten poziom, utknie czy gwałtownie zawróci, wiele nam powie o tym, ile realnej siły nabywczej stoi jeszcze za tym ruchem. Już teraz jednak widać, że globalny popyt na aktywa materialne – a na srebro jako ich bardziej zmiennego kuzyna – nie jest chwilową modą. To odpowiedź na otoczenie makroekonomiczne postrzegane jako niestabilne, nadmiernie zadłużone i politycznie naładowane.
Srebro raczej nie będzie poruszać się po prostej linii. Nic na rynku tak nie robi. Jednak dopóki siły, które wyniosły je w okolice 90 USD, pozostają w grze, warto mieć z tyłu głowy, że pozycje oparte na plotkach mogły podbić cenę o 10–20 USD i równie szybko mogą się ulotnić. Warto też zauważyć, że relacja złoto–srebro, która w ostatnich 25 latach średnio kształtowała się na poziomie około 70 uncji srebra za jedną uncję złota, w kwietniu ubiegłego roku na moment sięgnęła 107, po czym w ciągu miesiąca zeszła w okolice 50 – poziomu, który naszym zdaniem nie daje już srebru przewagi wycenowej nad złotem.

Niniejsza treść jest materiałem marketingowym i nie powinna być traktowana jako porada inwestycyjna. Handel instrumentami finansowymi wiąże się z ryzykiem, a historyczne wyniki nie stanowią gwarancji przyszłych wyników.
Instrumenty, o których mowa w niniejszej treści, mogą być emitowane przez partnera, od którego Saxo otrzymuje opłaty promocyjne, płatności lub retrocesje. Chociaż Saxo może otrzymywać wynagrodzenie z tytułu tych partnerstw, wszystkie treści są tworzone w celu dostarczania klientom cennych informacji i opcje....
| Więcej od autora |
|---|
|