Szokujące prognozy
Model sztucznej inteligencji obejmuje stanowisko CEO w spółce z listy Fortune 500
Charu Chanana
Główny strateg inwestycyjny
Dyrektor ds. strategii rynku surowców
Złoto i srebro wchodzą w drugi tydzień stycznia z dobrze znanym, choć często mylnie interpretowanym krótkoterminowym hamulcem: corocznym rebalansowaniem głównych indeksów surowcowych, takich jak S&P GSCI i Bloomberg Commodity Index. Ten, odbywający się raz w roku i oparty na z góry ustalonych zasadach, proces trwa pięć dni roboczych i rozpoczyna się dziś. W tym czasie fundusze śledzące indeksy dostosowują ekspozycję na kontrakty terminowe do z góry określonych docelowych wag, po roku nierównomiernych zmian cen.
W latach, gdy rozbieżności wyników między surowcami są niewielkie, rebalansowanie zwykle przebiega po cichu. W tym roku jednak zdecydowanie nie będzie to cicha operacja. Złoto wzrosło w ubiegłym roku o ponad 60%, a srebro zanotowało najsilniejszy roczny wynik od 1979 r., ze wzrostami bliskimi 150%. Dodatkowe zwyżki na początku 2026 r. jeszcze bardziej podbiły ich wagi w indeksach, przez co fundusze pasywne stały się mechanicznie nadmiernie przeważone względem docelowych alokacji.
Ponieważ złoto i srebro radziły sobie lepiej niż reszta, ich udział w benchmarkach surowcowych rósł automatycznie. Rebalansowanie odwraca ten dryf. Dostawcy indeksów resetują wagi na podstawie z góry określonych reguł, opartych m.in. na płynności i danych o produkcji, a fundusze śledzące indeksy muszą w efekcie sprzedać kontrakty terminowe na surowce, które stały się „przeważone”, i przenieść środki w stronę tych, które pozostawały w tyle.
Co istotne, te przepływy są nieczułe na cenę. Nie są oceną fundamentów, wyceny czy perspektyw makroekonomicznych — to czysto mechaniczna konsekwencja konstrukcji indeksów. Mimo to, gdy kumulują się w krótkim oknie realizacji, potrafią czasowo zaburzyć zachowanie cen i płynność — zwłaszcza w kontraktach z podwyższonym zaangażowaniem spekulantów.
Po zeszłorocznych wyjątkowych wynikach metale szlachetne będą musiały wchłonąć jedne z największych przepływów związanych z rebalansowaniem w całym koszyku surowców. Szacunki banków sugerują, że sprzedaż kontraktów terminowych na złoto i srebro może sięgnąć 6–7 mld USD w przypadku każdego z tych metali w trakcie pięciodniowego okna rebalansowania.
Względnie najmocniej wyróżnia się srebro. Szacunki mówią o potencjalnej sprzedaży równej ok. 10–12% średniego dziennego obrotu lub, w przybliżeniu, odpowiadającej niskiemu, kilkunastoprocentowemu odsetkowi otwartych pozycji na giełdzie COMEX — nowojorskim rynku kontraktów terminowych. To duże liczby i tłumaczą, dlaczego srebro ma już za sobą gwałtowny, dwudniowy spadek rzędu 8%, a złoto również znalazło się pod presją.
Nie zapominajmy jednak o kontekście. Dotychczasowa przecena zredukowała na razie tylko około połowę wzrostów srebra z początku stycznia, co sugeruje, że kupujący „na spadkach” pozostają aktywni, a presja podażowa została przynajmniej wstępnie wchłonięta, zamiast przerodzić się w kaskadową wyprzedaż. Warto też zauważyć, że platyna nie jest uwzględniona we wspomnianych indeksach, więc nie podlega sprzedaży związanej z rebalansowaniem; jej notowania mogą jednak nadal reagować na szersze nastroje przenoszące się z rynku złota i srebra.
Warto podkreślić coś, co często umyka w dyskusji o rebalansowaniu: korekty w indeksach zachodzą w całości na rynku papierowym, czyli na kontraktach terminowych. Rynek fizyczny złota i srebra nie jest bezpośrednio dotknięty przez te przepływy, a w przypadku srebra fundamenty pozostają wyraźnie napięte.
Popyt przemysłowy związany z elektryfikacją, fotowoltaiką i elektroniką wciąż rośnie, podczas gdy wydobycie i recykling nie nadążają. Ta rozbieżność pomaga wyjaśnić, dlaczego wpływ sprzedaży związanej z rebalansowaniem na cenę może być łagodniejszy niż sugerują nominalne kwoty z nagłówków.
Sytuacja złota jest odmienna, lecz równie odporna. Choć złoto w mniejszym stopniu zależy od popytu przemysłowego, nadal korzysta z silnych zakupów banków centralnych, obaw dotyczących trwałości finansów publicznych oraz popytu inwestorów na dywersyfikację portfeli w warunkach podwyższonej niepewności geopolitycznej i makroekonomicznej. Żaden z tych czynników nie znika tylko dlatego, że indeksy przywracają wagi do poziomów docelowych.
Sprzedaż wynikająca z rebalansowania od miesięcy była dobrze sygnalizowana. To zmniejsza ryzyko chaotycznych ruchów cen i zwiększa prawdopodobieństwo, że istotna część dostosowania jest już zdyskontowana. W efekcie zachowanie rynku w trakcie okna rebalansowania może powiedzieć więcej niż same przepływy.
Jeśli złoto i srebro ustabilizują się lub odbiją mimo trwającej mechanicznej sprzedaży, będzie to sygnał silnego, podskórnego popytu i wskazówka, że ostatnie wzrosty nie były wyłącznie efektem „momentum” czy FOMO (fear of missing out — strachu przed przegapieniem okazji). Przeciwnie, niezdolność do wchłonięcia tych przepływów może sugerować bardziej kruche ułożenie pozycji i podnieść ryzyko głębszej, choć nadal technicznej, korekty.
Na co warto patrzeć: zmiany w liczbie otwartych pozycji, warunki płynności w trakcie sesji oraz to, czy słabość cen koncentruje się w przewidywalnych oknach realizacji zleceń, czy rozlewa się na szersze godziny handlu.
Coroczne rebalansowanie indeksów surowcowych to krótkotrwała, lecz potężna siła techniczna — zwłaszcza po tak wyjątkowym roku jak 2025. W przypadku złota i srebra to raczej mechaniczny test niż fundamentalny werdykt. Choć krótkoterminowe ryzyko zmienności jest podwyższone, ewentualną słabość wywołaną przepływami związanymi z rebalansowaniem warto oceniać przez pryzmat czynników technicznych.
Po zakończeniu procesu uwaga najpewniej wróci do sił strukturalnych, które napędzały ubiegłoroczne wzrosty. To, jak złoto i srebro wyjdą z pięciodniowego okna rebalansowania, może być cennym sygnałem, na ile popyt utrzyma się w miarę upływu 2026 roku.
| Więcej od autora |
|---|
|