Szokujące prognozy
Podsumowanie: Szokujące prognozy na 2026 rok
Saxo Group
Główny strateg inwestycyjny
Kluczowe ryzyko konfliktu z Iranem to nie tylko droższa ropa, ale szerszy szok stagflacyjny: inflacja utrzymuje się wysoko, mimo że gospodarka hamuje.
W takim otoczeniu tradycyjny portfel 60/40 (60% akcji, 40% obligacji) przestaje być tak niezawodny — akcje i obligacje mogą zawodzić jednocześnie.
Lepsze podejście to dywersyfikować według źródeł ryzyka: dołożyć aktywa wrażliwe na inflację, podnieść jakość części akcyjnej, skrócić durację w części dłużnej oraz utrzymywać odpowiednią poduszkę płynności, by mieć pole manewru i szybko korzystać z okazji.
Pierwszą reakcją rynku na każdą eskalację napięć na Bliskim Wschodzie jest zwykle ta sama: kupowanie ropy, wyprzedaż ryzykownych aktywów i odkładanie trudnych pytań na później. Warto jednak nie traktować każdego wstrząsu geopolitycznego jak powtórki z lat 70.
Szok związany z Iranem staje się naprawdę groźny nie wtedy, gdy ceny ropy rosną przez kilka dni, ale wtedy, gdy zaczyna to podbijać oczekiwania inflacyjne, uszczuplać realne dochody, spowalniać gospodarkę i wpychać banki centralne w pułapkę decyzyjną. W takiej sytuacji wydarzenie geopolityczne przestaje być krótkim epizodem i zamienia się w szok stagflacyjny — czyli połączenie uporczywie wysokiej inflacji ze słabym wzrostem.
Historia pokazuje jednoznacznie: gdy do tego dochodzi, tradycyjna dywersyfikacja nie działa tak, jak wielu inwestorów oczekuje.
Sam skok cen ropy to za mało. Rynki widziały już wiele epizodów, w których surowce drożały, po czym szybko taniały, nie zostawiając trwałych szkód w gospodarce.
Aby pojawiła się stagflacja, muszą zbiec się cztery zjawiska:
Inflacja utrzymuje się na podwyższonym poziomie albo ponownie przyspiesza.
Jednorazowy wzrost cen energii jest bolesny, ale da się go przeczekać. groźniejszy jest trwały wzrost kosztów, który rozlewa się na transport, żywność, rachunki za media oraz oczekiwania inflacyjne.
Wzrost gospodarczy wyraźnie hamuje.
Wyższe koszty energii działają jak podatek nałożony na konsumentów i firmy. Jeśli zaczyna to uderzać w wydatki, marże, zatrudnienie i wskaźniki aktywności, wstrząs przestaje być tylko presją cenową i staje się problemem makroekonomicznym.
Realne dochody spadają
Gdy płace nie nadążają za inflacją, gospodarstwa domowe tracą siłę nabywczą, co może prowadzić do załamania popytu.
Banki centralne tracą pole manewru.
Jeśli inflacja pozostaje uporczywa, a wzrost słabnie, decydenci nie mogą łatwo ruszyć z pomocą. To klasyczna pułapka stagflacyjna: obniżyć stopy i ryzykować odnowienie presji inflacyjnej, czy utrzymać restrykcje i pogłębić spowolnienie?
Dlatego inwestorzy powinni mniej czasu poświęcać na to, czy ropa podrożała o 5% czy 10%, a więcej na ocenę, czy obecny wstrząs prowadzi do trwałej, uporczywej inflacji oraz osłabienia wzrostu gospodarczego.
Przez lata wielu inwestorów opierało się na prostym schemacie: akcje mają generować zyski, obligacje łagodzić spadki, a zbilansowany portfel pomagać przejść przez większość zawirowań. To działało w erze niskiej inflacji — gdy pojawiały się obawy o wzrost, rentowności obligacji zwykle spadały (a ich ceny rosły), więc część obligacyjna amortyzowała słabość akcji.
Dziś ten mechanizm może zawodzić. Jeśli konflikt z Iranem przerodzi się w szerszy, napędzany drożejącą energią szok inflacyjny, dotychczasowe zależności stają się mniej stabilne.
Gdy inflacja jest wysoka i przyspiesza, korelacja między akcjami a obligacjami ma tendencję do bycia dodatnią — mówiąc prościej, obie klasy aktywów częściej poruszają się w tym samym kierunku. Dwa filary klasycznego portfela przestają się wtedy wzajemnie równoważyć i zaczynają cierpieć z powodu tego samego czynnika makroekonomicznego.
Na tym polega dyskomfort stagflacji. Akcje tracą przez słabszy wzrost, presję na marże i spadające wyceny. Obligacje dostają po kieszeni z powodu rosnących rentowności i wyższych oczekiwań inflacyjnych. W efekcie portfel 60/40 traci jedną ze swoich głównych tarcz dokładnie wtedy, gdy jest ona najbardziej potrzebna.
To nie znaczy, że zbilansowane portfele trzeba wyrzucić do kosza. To znaczy, że rdzeń portfela potrzebuje wsparcia. W takim otoczeniu nie warto ślepo polegać na wysokiej duracji (czyli dużej wrażliwości cen obligacji na zmiany stóp). Lepiej dołożyć aktywa wrażliwe na inflację, podnieść jakość ekspozycji dochodowej oraz utrzymywać solidny poziom płynności.
Dobra wiadomość: w stagflacji dywersyfikacja nie zawodzi. Zła wiadomość: zawodzi najczęściej stosowana, „książkowa” wersja.
Dane historyczne wskazują, że najbardziej odporne portfele w okresach stagflacji nie były po prostu równo rozłożone między klasy aktywów. Były rozłożone między czynniki ryzyka.
To robi różnicę.
W przeszłych epizodach stagflacyjnych szerokie rynki akcji i obligacje skarbowe radziły sobie słabo w ujęciu realnym (po uwzględnieniu inflacji). Odporność zwykle zapewniał inny zestaw ekspozycji:
Towary i sektor energetyczny — korzystają na inflacji wywołanej szokami podażowymi;
Złoto — zwłaszcza gdy realne stopy procentowe są niskie lub ujemne;
Infrastruktura i wybrane aktywa realne — bo ich przepływy pieniężne mogą rosnąć wraz z inflacją;
Krótkoterminowe instrumenty dłużne i gotówka — ograniczają ryzyko stopy procentowej (ryzyko duracji) i dają elastyczność działania;
Spółki defensywne i jakościowe — gdy wzrost słabnie, liczy się siła ustalania cen i mocne bilanse.
To nie jest „modna” dywersyfikacja. To jest dywersyfikacja, która działa, gdy inflacja staje się wrogiem poduszki bezpieczeństwa portfela.
Kluczem nie jest zamienianie portfela w bunkier, tylko przygotowanie go na świat, w którym inflacja pozostaje uporczywa, a wzrost jest kruchy.
To najprostsze zabezpieczenie przed szokiem inflacyjnym wywołanym przez drożejącą ropę. Jeśli zakłócenia podaży się utrzymają, sektor energetyczny będzie jednym z nielicznych segmentów, które zyskują na tym samym impulsie, który szkodzi szerokiemu rynkowi.
Ryzyko jest oczywiste: gdy wzrost wyraźnie siada, zniszczenie popytu może uderzyć także w surowce. Traktuj więc tę ekspozycję jako zabezpieczenie (hedge), a nie dogmat.
Gdy gospodarka hamuje, lepiej faworyzować spółki z siłą ustalania cen, stabilnym popytem i mocnymi bilansami. Zwykle lepiej radzą sobie wtedy sektory takie jak opieka zdrowotna, dobra podstawowe czy użyteczność publiczna niż spółki wzrostowe wrażliwe na stopy lub firmy zależne od wydatków uznaniowych konsumentów.
Tu liczy się jakość, nie narracja. W stagflacji słabe bilanse szybko wychodzą na jaw.
Złłoto ma sens w rozmowie o stagflacji, ale nie „działa zawsze”.
Najlepiej spisuje się, gdy inflacja jest wysoka, a realne stopy procentowe są niskie lub spadają. Jeśli banki centralne przyjmą jastrzębie nastawienie, a realne rentowności mocno wzrosną, złoto może rozczarować nawet przy podwyższonej inflacji.
Tak — złoto potrafi chronić siłę nabywczą. Nie — nie jest niezniszczalne.
Gotówka i krótkoterminowe instrumenty dłużne zyskują na znaczeniu w stagflacji bardziej, niż wielu inwestorów docenia. Nie wyglądają efektownie, ale dają elastyczność i ograniczają presję na wyceny aktywów o długiej duracji, gdy rosną rentowności.
Opcjonalność jest niedoceniana. W nieuporządkowanych warunkach rynkowych „suchy proch” — zapas gotówki na okazje — też jest pozycją.
Infrastruktura i wybrane nieruchomości mogą być bardziej odporne na inflację niż obligacje, zwłaszcza tam, gdzie przychody są indeksowane inflacją lub wspierane przez stały popyt na dobra i usługi niezbędne.
Oczywiście nie każde aktywo realne jest takie samo. Projekty czy wehikuły z wysoką dźwignią finansową pozostają wrażliwe, jeśli realne stopy procentowe mocno wzrosną. Jako kategoria aktywa realne zasługują jednak na większą uwagę w strategii na okres stagflacji.
Są też obszary, do których lepiej podchodzić ostrożniej, jeśli irański wstrząs przerodzi się w szerszą obawę przed stagflacją.
To nie znaczy, że te aktywa nigdy nie odbiją taktycznie. Gdy pozycjonowanie staje się skrajnie jednostronne, rynki potrafią zaskoczyć gwałtownymi, krótkimi rajdami. Strukturalnie to jednak nie tam leży źródło odporności w reżimie stagflacji.
Szok związany z Iranem to na razie przede wszystkim szok energetyczny z ryzykiem stagflacyjnym w tle — jeszcze nie pełnoprawna stagflacja. Byłoby jednak lekkomyślne zakładać, że nie może przerodzić się w coś szerszego.
Jeśli tak się stanie, lekcja dla portfela jest prosta: nie polegaj na wczorajszej dywersyfikacji w jutrzejszym reżimie makro.
Portfel oparty wyłącznie na akcjach i obligacjach jest podatny, gdy źródłem wstrząsu jest inflacja. Myśl mniej w kategoriach „etykiet”, a bardziej w kategoriach rodzaju ekspozycji: co chroni przed niespodziankami inflacyjnymi, co przetrwa rozczarowanie wzrostem i co wytrzyma, gdy rośnie zmienność realnych stóp procentowych.
Innymi słowy: nie pozwól, by rdzeń 60/40 zamienił się w muzealny eksponat. Dodaj aktywa wrażliwe na inflację. Podnieś jakość części akcyjnej. Unikaj ślepej ekspozycji na ryzyko duracji. Zachowaj opcjonalność. I pamiętaj, że w stagflacji odporność bierze się z posiadania aktywów z realną siłą ustalania cen, a nie tylko rozpoznawalnych nazw w znanych szufladkach.
Rynki nie potrzebują powtórki z lat 70., by ukarać nieprzygotowane portfele. Wystarczy, że inwestorzy będą nadal zakładać, iż obligacje zawsze przyjdą im na ratunek.

Niniejszy materiał ma charakter marketingowy i nie powinien być traktowany jako porada inwestycyjna. Handel instrumentami finansowymi wiąże się z ryzykiem, a historyczne wyniki nie stanowią gwarancji przyszłych wyników.
Instrumenty, o których mowa w niniejszej treści, mogą być emitowane przez partnera, od którego Saxo otrzymuje opłaty promocyjne, płatności lub retrocesje. Chociaż Saxo może otrzymywać wynagrodzenie z tytułu tych partnerstw, wszystkie treści są tworzone w celu dostarczania klientom cennych informacji i opcje.