Szokujące prognozy
Leki na otyłość dla każdego - nawet dla zwierząt domowych
Jacob Falkencrone
Dyrektor ds. strategii inwestycyjnych
Dyrektor ds. analiz makroekonomicznych
Podsumowanie: Gwałtowne przyspieszenie wzrostu rentowności najdłuższych japońskich obligacji skarbowych zwiększa presję na jena oraz na globalną płynność. Nadchodzący ruch polityczny ze strony Japonii został tym samym przyspieszony, ale żadna z dostępnych opcji nie jest łatwa.
Kryzysowy moment dla japońskiego rynku obligacji:
gwałtowny skok rentowności w Japonii przed wyborami zaplanowanymi na 8 lutego. Rentowności JGB rosły już w poniedziałek po potwierdzeniu, że premier Takaichi ogłosi przedterminowe wybory. We wtorkowej sesji w Tokio ruch ten jednak przyspieszył w sposób gwałtowny — długie obligacje zostały mocno wyprzedane, a rentowność 30‑letnich JGB podskoczyła o kolejne 25+ pb, osiągając nowe historyczne maksimum od czasu wprowadzenia tego benchmarku, czyli 3,875%.Rentowność 10‑letnich obligacji również dodała kolejne osiem punktów bazowych, przebijając swoje współczesne maksimum (od końca lat 90.) powyżej 2,3%.Decyzja o przedterminowych wyborach (mająca wykorzystać osobistą popularność liderki LDP, Takaichi) została połączona z obietnicami obniżenia podatku od sprzedaży żywności — kosztowałoby to budżet ok. 0,6% PKB lub więcej.
Ruch na japońskim rynku obligacji zaczyna przypominać skalą zamieszanie z okresu rządów Liz Truss — powolne osuwanie się cen JGB i słabnący jen coraz bardziej grożą przerodzeniem się w lawinę. Przedterminowe wybory mogą więc rządowi zwyczajnie odbić się czkawką. Dostępne narzędzia polityczne wyglądają słabo: fiskalne zaciskanie pasa odpada, bo zdławiłoby wzrost nominalny. Z kolei próba siłowego kontrolowania krzywej dochodowości przez BoJ — czy to limitami rentowności, czy klasycznym YCC — tylko przerzuca presję na walutę. Podwyżki stóp też niewiele tu pomogą, choć warto zauważyć, że rynek praktycznie nie wycenia żadnej podwyżki przed posiedzeniami BoJ w kwietniu lub czerwcu. W praktyce możliwy scenariusz to mieszanka różnych działań: jakaś forma interwencji walutowej wsparta „lekkimi” kontrolami kapitału, zmiany w strukturze emisji długu, a nawet operacja typu twist w portfelu BoJ, polegająca na zwiększeniu ekspozycji na dziś znacznie tańsze długoterminowe JGB. Wszystko to razem mogłoby stać się zestawem narzędzi, po który Tokio finalnie sięgnie, jeśli sytuacja nadal będzie wymykać się spod kontroli.
Jeśli to starcie się pogłębi, rynek nawet nie zaczął jeszcze wyceniać realnych ryzyk. Ścieżka eskalacji jest szeroka i brzydka, jeśli rzeczywiście na nią wejdziemy. W obszarze handlu i rynków UE ma możliwość uderzenia w amerykański rynek akcji — zwłaszcza w Mag7 — wykorzystując swój „Instrument Przeciwdziałania Przymusowi” (ACI), który ironicznie został zaprojektowany głównie z myślą o Chinach. ACI pozwalałby skierować działania przeciwko największym amerykańskim gigantom, oprócz klasycznego ryzyka ceł odwetowych czy ogólnej rotacji kapitału poza rynek akcji w USA. Teoretycznie USA mogłyby odpowiedzieć groźbami odcięcia kluczowego eksportu, jak chipy Nvidii, a nawet ograniczenia dostaw LNG do Europy — które stanowią mniej więcej połowę europejskiego importu LNG i około jedną czwartą całkowitej podaży gazu na kontynencie. Wszystko to brzmi jak scenariusz skrajny — miejmy nadzieję, że do niego nie dojdzie. Ale jeśli jednak sytuacja pójdzie w tę stronę, największym ryzykiem byłby moim zdaniem spadek USD; prognoza dla euro w takim brzydkim otoczeniu eskalacyjnym robi się bardziej skomplikowana. Na razie euro pełni trochę niezręczną rolę bezpiecznej przystani zawieszonej pomiędzy dolarem a jeszcze słabszym jenem.
EURUSD odbił po wybiciu w dół przez 1,1600 oraz 200‑dniową średnią kroczącą nieco poniżej — te minima stanowią teraz kluczową strefę wsparcia. Z kolei perspektywa wzrostowa jest utrudniona przez szeroki range sięgający ponad 1,1800 i fakt, że para tkwi w tym przedziale od zeszłego lata. Rynek dodatkowo wydaje się mocno uzależniony od ryzyka wydarzeń związanych z wizytą Trumpa na forum w Davos w środę i czwartek. JPY crossy skupiają na sobie coraz większą uwagę, bo wybory w Japonii 8 lutego stają się krytyczną zmienną. Takaichi nie może sobie pozwolić na chaos rynkowy przed głosowaniem — więc decyzja polityczna wisi w powietrzu. W przypadku USDJPY strefa potencjalnej „swingowej” kontynuacji spadków wygląda teraz na 157,50–157,00 po ostatnim teście niżej. GBPUSD i EURGBP nie pokazują wyraźnego kierunku — zwłaszcza względem euro — więc funt nie zachowuje się tutaj jak barometr nastroju rynkowego. GBPUSD musi odzyskać poziom 1,3500, by wrócić do narracji wzrostowej. AUDUSD oraz AUD crossy zatrzymały wcześniejszą wyprzedaż, która nie pogłębiła się, a przy słabszym dolarze amerykańskim rynek z powrotem patrzy w stronę 0,6750 jako potencjalnego wybicia w górę. NZDUSD sygnalizuje jeszcze mocniejszy zwrot, wspierany rosnącymi krótkimi stopami procentowymi w Nowej Zelandii. USDCAD wygląda ciężko przy dominującym temacie mocnego USD, a Trump wciąż nie skierował swojej uwagi na Kanadę — ma obecnie wystarczająco dużo innych frontów. FX Board: ewolucja trendów G10 i CNH. Słabość JPY oczywiście wybija się najmocniej na tle wszystkich głównych tematów, ale warto też zauważyć gwałtowne pogorszenie kondycji dolara w ostatnich kilku sesjach oraz bardzo wyraźną zmianę kierunku w NZD — od słabości do szerokiej siły (co widać szczególnie w sygnale odwrotu na AUDNZD).
(Jeśli ktoś nie zna FX Board, warto obejrzeć tutorial wideo wyjaśniający sposób jego działania.)