Szokujące prognozy
Podsumowanie: Szokujące prognozy na 2026 rok
Saxo Group
Główny strateg inwestycyjny
Wstrząs związany z Iranem wystawia na próbę tradycyjną konstrukcję portfeli i pokazuje, że obligacje, spółki wzrostowe oraz sama dywersyfikacja nie zawsze zachowują się zgodnie z oczekiwaniami inwestorów, gdy wysokie ceny ropy utrzymują presję inflacyjną.
Wiele portfeli jest nastawionych na jeden scenariusz makroekonomiczny: spadającą inflację, niższe rentowności obligacji i stabilne otoczenie geopolityczne. To naraża je na ryzyko, gdy mają zbyt małą ekspozycję na sektor energetyczny, zbyt wysoką durację (wysoką wrażliwość na zmiany stóp procentowych), a jednocześnie wyceny spółek wzrostowych wciąż pozostają wysokie.
Model czterech „koszyków” może pomóc inwestorom lepiej odnaleźć się w nowym otoczeniu rynkowym: płynność i elastyczność; zabezpieczenie przed inflacją i napięciami geopolitycznymi; spółki dysponujące siłą cenową; inwestowanie we wzrost z większą dyscypliną.
Sedno problemu
Zaskakująco wiele portfeli wciąż opiera się na tym samym milczącym założeniu: inflacja będzie dalej spadać, banki centralne będą mogły obniżać stopy, długoterminowe obligacje znów zadziałają jako bufor przed wstrząsami, a drogie spółki wzrostowe obronią wyceny, gdy stopy dyskontowe spadną.
Ten schemat działał, gdy dezinflacja była dominującą narracją rynkową. Sprawdza się znacznie słabiej w świecie, w którym konflikt na Bliskim Wschodzie się przeciąga, ceny ropy pozostają zmienne, koszty frachtu i ubezpieczenia są podwyższone, a co kilka dni nagłówki o zawieszeniu broni na chwilę ożywiają apetyt na ryzyko, po czym znów powraca pytanie o inflację.
Dlatego wielu inwestorów może być bardziej narażonych niż sądzą.
Portfel z niską ekspozycją na sektor energetyczny, dużym udziałem długoterminowych obligacji i koncentracją na drogich spółkach wzrostowych to już nie tylko kwestia stylu inwestycyjnego. To de facto makroekonomiczny zakład: że ryzyko geopolityczne szybko wygaśnie, ropa przestanie podbijać inflację, a banki centralne odzyskają przestrzeń do luzowania polityki pieniężnej.
To wciąż możliwe, lecz nie jest już jedynym scenariuszem, który się liczy.
Konflikt na Bliskim Wschodzie to nie tylko kwestia geopolityczna. Dla inwestorów ma on także wymiar rynkowy i oddziałuje trzema kanałami:
Wyższe ceny ropy to najbardziej bezpośredni kanał. Nawet jeśli fizyczne zakłócenia podaży są ograniczone, rynek nie potrzebuje pełnego wstrzymania dostaw, by na nowo wycenić ryzyko inflacyjne. Wystarczy niepewność wokół szlaków żeglugowych, kosztów ubezpieczenia i przyszłej podaży, by utrzymać notowania ropy na podwyższonych poziomach.
Szoki na rynku ropy nie ograniczają się do sektora energetycznego. Z opóźnieniem przenikają do transportu, produkcji, żywności i usług, co skłania banki centralne do większej ostrożności, zwłaszcza gdy inflacja już wcześniej okazywała się uporczywa.
Jeśli cięcia stóp się opóźniają lub choćby stają się mniej prawdopodobne, w pierwszej kolejności odczuwają to aktywa o wysokiej duracji. Dotyczy to obligacji o długim terminie zapadalności, ale także spółek wycenianych wysokimi mnożnikami, których wycena jest silnie wrażliwa na poziom stóp dyskontowych.
Tu właśnie problem portfelowy staje się najbardziej widoczny.
Na papierze wiele portfeli sprawia wrażenie zdywersyfikowanych. W praktyce często są skoncentrowane na jednym scenariuszu makroekonomicznym.
Współczesny, klasyczny portfel wieloklasowy często zawiera:
Duży udział spółek wzrostowych o wysokiej kapitalizacji, zwłaszcza technologicznych
Istotną ekspozycję na ryzyko stopy procentowej za sprawą długoterminowych obligacji skarbowych
Ograniczoną lub zerową ekspozycję na sektor energetyczny
Minimalne bezpośrednie zabezpieczenia przed inflacją
Taki miks sprawdza się świetnie, gdy inflacja spada, a stopy procentowe zmierzają w dół. Jednak gdy ceny ropy rosną, a oczekiwania inflacyjne znów rosną, jednocześnie pod presją mogą znaleźć się zarówno długoterminowe obligacje, jak i drogie spółki wzrostowe.
I tu tkwi sedno problemu: To, co w warunkach dezinflacji wyglądało na dywersyfikację, w warunkach szoku inflacyjnego może zacząć poruszać się w tym samym kierunku — czyli wykazywać wysoką korelację.
Innymi słowy, wielu inwestorów wcale nie jest faktycznie zdywersyfikowanych. Są zróżnicowani tylko w obrębie tego samego scenariusza makroekonomicznego.
Rynek powtarza ten sam schemat: nadzieje na rozejm wywołują rajd ulgi na rynku akcji, a ceny ropy potrafią na moment gwałtownie spaść. Potem wracają trudniejsze pytania.
Czy szlaki żeglugowe naprawdę wróciły do normy? Czy koszty ubezpieczenia spadają do poziomów sprzed konfliktu? Czy firmy szybko odzyskają pewność co do trwałości marż? Czy banki centralne uznają ten wstrząs za przejściowy, czy raczej zaniepokoi je, że oczekiwania inflacyjne przestają być dobrze zakotwiczone?
Nawet jeśli dyplomacja poprawia nastroje, impuls inflacyjny może utrzymywać się dłużej niż sugeruje krótkie odbicie na rynku akcji.
To oznacza, że inwestorzy powinni uważać, by nie przebudowywać portfeli wyłącznie przy założeniu, że nagłówki o pokoju automatycznie przywrócą stary reżim rynkowy.
Celem nie jest proponowanie portfela „na długotrwały konflikt”. Chodzi o pokazanie sposobu myślenia o tym, jak różne aktywa mogą się zachowywać, jeśli niepewność się utrzyma, a ryzyko inflacji pozostanie podwyższone — wraz z przykładami ekspozycji, które inwestorzy mogą rozważyć. Poniższe informacje mają charakter wyłącznie informacyjny i nie stanowią rekomendacji inwestycyjnych.
Wyłącznie informacyjnie: zamiast stawiać jeden duży zakład makroekonomiczny, rozsądniej jest myśleć o portfelu w podziale na kilka „koszyków”.
Pierwsza linia obrony to nie spektakularny zakład makroekonomiczny, lecz elastyczność.
W takim ujęciu gotówka lub instrumenty zbliżone do gotówki (np. fundusze rynku pieniężnego, bony skarbowe) mogą zapewniać swobodę działania w zmiennym otoczeniu. Gdy ryzyko inflacyjne jest podwyższone i niepewne, warto baczniej przyglądać się instrumentom dłużnym o niskiej duracji niż obligacjom o długim terminie zapadalności.
Ten koszyk nie brzmi ekscytująco, ale podkreśla wartość swobody manewru. Sprzyja budowaniu odporności i płynności oraz szybkim reakcjom, jeśli rynek „przestrzeli” w którąkolwiek stronę.
Tu chodzi o aktywa, które reagują na charakter szoku, a nie tylko na ogólną zmienność rynku.
Złoto nie jest idealnym, codziennym zabezpieczeniem przed inflacją, ale w warunkach geopolitycznej fragmentacji, niepewności fiskalnej oraz pytań o stopy realne i stabilność walut pozostaje ważnym aktywem ochronnym. Najlepiej sprawdza się jako strategiczna ochrona, a nie doraźna gra pod nagłówki.
Sektor energetyczny to najbardziej bezpośrednie zabezpieczenie przed szokiem inflacyjnym wywołanym ropą. Wyzwanie polega na tym, że na wieść o rozejmie notowania spółek energetycznych potrafią szybko się odwracać, więc wielkość pozycji ma znaczenie. To nie zawsze „komfortowy” zakup — i właśnie dlatego wiele portfeli ma niedostateczną ekspozycję.
Warto rozważyć również wybrane aktywa twarde oraz szerzej pojęte aktywa realne. Infrastruktura, rurociągi, magazyny oraz niektóre przedsiębiorstwa powiązane z surowcami mogą stanowić trwalsze zabezpieczenie, gdy inflacja wynika z ograniczeń podaży fizycznej. Takie ekspozycje bywają mniej „zero-jedynkowe” niż czysta gra na energię i mogą zyskiwać w świecie, w którym kapitał przesuwa się w kierunku bezpieczeństwa dostaw, odporności i krajowych mocy wytwórczych.
Jeśli obawy dotyczą nie tylko zmienności, lecz także erozji siły nabywczej, większej uwagi mogą wymagać obligacje indeksowane inflacją. To nie jest doskonałe zabezpieczenie przed każdym szokiem geopolitycznym, ale może być pomocne, gdy oczekiwania inflacyjne rosną, a rentowności realne pozostają zmienne.
Ten koszyk nie służy maksymalizacji zysku, lecz budowaniu odporności na wypadek uporczywej inflacji i zmiennych poziomów rentowności.
Nie wszystkie akcje zachowują się tak samo w środowisku podwyższonego ryzyka inflacyjnego. Relatywnie lepiej mogą sobie radzić spółki, które mają:
Silne bilanse
Trwałe marże
Wyraźną siłę cenową
Odporny i stabilny popyt
Mniejszą wrażliwość wycen na spadające stopy procentowe
Przykładowo, inwestorzy myślący o tym koszyku często skupiają się na obszarach, takich jak opieka zdrowotna, dobra podstawowej konsumpcji, infrastruktura, usługi użyteczności publicznej (na wybranych rynkach), obronność oraz niektóre spółki przemysłowe.
Wspólny mianownik jest prosty: to przedsiębiorstwa, które mogą lepiej bronić marż i zysków, nawet jeśli otoczenie makroekonomiczne pozostaje zmienne.
To nie jest argument za porzuceniem spółek wzrostowych czy technologii. Chodzi o większą selektywność — o to, które segmenty wzrostu mają szansę sprawdzać się w warunkach niestabilnych stóp procentowych.
Część sektorów wzrostowych wciąż korzysta z silnych, długoterminowych trendów, zwłaszcza tam, gdzie wyniki finansowe doganiają narrację. Trzeba jednak odróżnić spółki wspierane przez trwały wzrost przychodów, poprawiające przepływy pieniężne i zasilane realnym popytem, od tych, które rosły głównie dzięki nadziei na niższe stopy dyskontowe.
Przykładowo, w tym koszyku mogą znaleźć się wybrane segmenty technologiczne, spółki powiązane ze sztuczną inteligencją, półprzewodniki, oprogramowanie oraz inne tematy wzrostu strukturalnego. Nie chodzi tu wyłącznie o defensywę. Chodzi o posiadanie ekspozycji na wzrost, ale z większą dyscypliną w zakresie wyceny, poziomu duracji i realizacji wyników.
Wyłącznie informacyjnie: pytania, które inwestorzy mogą sobie stawiać, to m.in.:
Co napędza stopę zwrotu: wzrost zysków czy raczej wzrost mnożnika wyceny?
Czy spółka generuje realne przepływy gotówki, czy na razie głównie obietnice przyszłych wyników?
Czy spółka obroni swój mnożnik, jeśli rentowności pozostaną podwyższone?
Dziś te pytania ważą więcej niż w środowisku „czystej” dezinflacji.
Przez lata inwestorzy przyzwyczaili się, że obligacje skarbowe zwykle drożeją, gdy rosną obawy o spowolnienie gospodarcze. W szokach inflacyjnych napędzanych ropą ta relacja bywa mniej pewna.
Jeśli problemem jest sama inflacja (a nie zastosowane wobec niej „lekarstwo”), obligacje o wysokiej duracji mogą nie dawać takiej ochrony, do jakiej wielu przywykło.
To nie oznacza, że obligacje przestają mieć znaczenie. Raczej oznacza to, że stary odruch „obligacje = zabezpieczenie” wymaga dokładniejszej weryfikacji. Przykładowo, warto rozważyć takie rozróżnienia:
Niska duracja może zachowywać się inaczej niż wysoka duracja w warunkach szoku inflacyjnego
Obligacje indeksowane inflacją mogą zasługiwać na świeże spojrzenie, gdy rośnie ryzyko erozji siły nabywczej
W segmencie kredytowym selekcja emitentów może nabrać większego znaczenia, gdy marże i warunki refinansowania są pod presją.
Kluczowe jest, by nie zakładać, że wszystkie instrumenty dłużne będą zachowywać się jednakowo.
Zamiast próbować przewidywać kolejny nagłówek, bardziej użyteczne może być rozważenie kilku możliwych wariantów (wyłącznie informacyjnie).
Ceny ropy spadają, rentowności spadają, a apetyt na ryzyko rośnie. W takim otoczeniu dobrze mogą sobie radzić spółki jakościowe oraz wybrane segmenty cykliczne, podczas gdy „czyste” zabezpieczenia inflacyjne mogą pozostawać w tyle.
To może być najbardziej niewygodny wariant, bo utrzymuje premię inflacyjną bez wywoływania pełnej paniki. Ceny ropy pozostają wysokie, banki centralne są ostrożne, a rynki wahają się między ulgą a niepokojem. W takim świecie rolę mogą odgrywać niska duracja, ekspozycja na sektor energetyczny oraz spółki z wyraźną siłą cenową.
To ryzyko ogonowe. W tym przypadku najważniejsze stają się płynność, sektor energetyczny, złoto oraz spółki jakościowe o profilu defensywnym, natomiast długoterminowe spółki wzrostowe i obligacje o wysokiej duracji mogą nie zapewnić typowej ochrony, jeśli oczekiwania inflacyjne gwałtownie wzrosną.
Właściwą reakcją na konflikt na Bliskim Wschodzie nie jest budowanie portfela na długotrwały kryzys. Chodzi o uznanie, że stary, „dezinflacyjny” podręcznik nie wystarcza już sam w sobie.
To oznacza, że nie należy gonić każdy rajd ulgi jako dowód, że zagrożenie inflacyjne minęło, ale też nie popadać w drugą skrajność i nie pozycjonować się wyłącznie pod katastrofę.
Poglądowy wniosek to podejście typu „sztanga”, które polega na tym, by dbać o elastyczność i płynność, rozważać rolę aktywów ochronnych oraz koncentrować się na aktywach, które nie potrzebują idealnego otoczenia makroekonomicznego, by generować wyniki.
Bo na tym rynku nie chodzi tylko o to, by nie pomylić się co do kolejnego nagłówka.
Chodzi o to, by nie odkryć, że cały portfel został zbudowany z myślą o świecie, którego już nie ma.

Niniejsza treść jest materiałem marketingowym i nie powinna być traktowana jako porada inwestycyjna. Handel instrumentami finansowymi wiąże się z ryzykiem, a historyczne wyniki nie stanowią gwarancji przyszłych wyników.
Instrumenty, o których mowa w niniejszej treści, mogą być emitowane przez partnera, od którego Saxo otrzymuje opłaty promocyjne, płatności lub retrocesje. Chociaż Saxo może otrzymywać wynagrodzenie z tytułu tych partnerstw, wszystkie treści są tworzone w celu dostarczania klientom cennych informacji i opcje....