Szokujące prognozy
Podsumowanie: Szokujące prognozy na 2026 rok
Saxo Group
Główny strateg inwestycyjny
Doniesienia, że administracja Donalda Trumpa przedstawiła Iranowi 15‑punktową propozycję, przyniosły falę ulgi na globalnych rynkach. Ropa cofnęła się z ostatnich szczytów, kontrakty terminowe na akcje umocniły się, a zaczęto redukować najbardziej agresywne pozycje pod scenariusz stagflacji.
Nie należy tego mylić z wiarygodnym sygnałem, że pokój jest blisko.
Iran publicznie zaprzecza, że prowadzi bezpośrednie rozmowy — i z perspektywy Teheranu taka postawa jest strategicznie sensowna. Utrzymywanie presji na ceny energii, szlaki żeglugowe i ogólne warunki finansowe to jeden z niewielu realnych obszarów wpływu, w których może budować przewagę. Nie ma więc wielkiej motywacji, by zbyt wcześnie z tej dźwigni rezygnować, zwłaszcza jeśli rynkowe napięcia wzmacniają jego pozycję negocjacyjną.
Jednocześnie byłoby nierozsądne zakładać, że dyplomacji nie ma tylko dlatego, że nie widać jej publicznie. W konfliktach tego typu retoryka na użytek mediów i zakulisowe negocjacje często znacząco się rozchodzą. Rynki to rozumieją — i mają skłonność do zmiany kierunku, zanim polityczne rozstrzygnięcie zostanie oficjalnie przypieczętowane.
Dla inwestorów celem nie jest precyzyjne wskazanie dnia zakończenia konfliktu. Chodzi o ocenę, które segmenty rynku zostały najmocniej przecenione z powodu strachu przed eskalacją oraz które obszary mogą wymagać baczniejszej uwagi, jeśli prawdopodobieństwo dalszego pogorszenia sytuacji zacznie maleć.
Są trzy powody, dla których ma to znaczenie.
Po pierwsze, rynki wyceniają kierunek, a nie pojedyncze nagłówki oderwane od kontekstu. Jeśli inwestorzy zaczną wierzyć, że następny krok to raczej negocjacje niż eskalacja, aktywa ryzykowne mogą odrabiać straty, nawet gdy napływające informacje wciąż wyglądają niepokojąco.
Po drugie, to, co w trakcie szoku geopolitycznego rośnie najmocniej, często staje się „źródłem finansowania”, gdy panika zaczyna wygasać. Inwestorzy sprzedają wtedy najsilniej zyskujące aktywa, by sfinansować powrót do przecenionych — dlatego zwrot bywa gwałtowny.
Po trzecie, w ostatnich tygodniach rynek przesunął się z czystej gry pod ryzyko wojny w stronę gry pod ryzyko stagflacji. Jeśli ceny ropy choć nieco ostygną, a prawdopodobieństwo dalszych zakłóceń spadnie, pojawi się więcej przestrzeni, by najmocniej poturbowane segmenty rynku mogły odetchnąć.
Na tym tle istnieje kilka obszarów wartych obserwacji, jeśli rajd ulgi zacznie się kształtować.
Rynki Azji Północno‑Wschodniej, takie jak Japonia i Korea Południowa, silnie uzależnione od importu energii, mogą być jednymi z pierwszych, które się ustabilizują, jeśli ropa stanieje, a zagrożenia dla żeglugi zmaleją. Niedawna wyprzedaż wynikała nie tylko z nagłówków o wojnie, lecz także z obawy, że przedłużające się zakłócenia w Cieśninie Ormuz uderzą we wzrost i podbiją inflację.
Tu kluczowa jest selekcja. Różnica będzie między rynkami ze stabilniejszymi fundamentami makroekonomicznymi i większą przestrzenią do działań w polityce gospodarczej a tymi, które po spadkach tylko z pozoru wydają się tanie.
Ryzyko: kolejny skok cen ropy lub ponowne zakłócenia w Cieśninie Ormuz mogą szybko wygasić rajd ulgi.
To naturalne ofiary skoku cen ropy i napięć w łańcuchach dostaw. Jeśli rynek uwierzy, że najgorszych zakłóceń w dostawach energii uda się uniknąć, spółki transportowe i logistyczne mogą zareagować wyraźnym odbiciem.
To jedna z najczystszych form „odbicia na fali deeskalacji”, bo koszty paliwa i frachtu znajdują się w samym centrum obecnego szoku makroekonomicznego.
Ryzyko: zakłócenia w transporcie morskim i koszty ubezpieczeń mogą pozostać podwyższone, nawet jeśli sytuacja militarna zacznie się stabilizować.
Gdy ropa gwałtownie drożeje, inwestorzy szybko przeceniają konsumenta — zwłaszcza w branżach takich jak motoryzacja, handel detaliczny czy dobra luksusowe, gdzie nastroje są wyjątkowo wrażliwe na globalny wzrost i zaufanie konsumentów. Uspokojenie cen ropy nie naprawi szkód z dnia na dzień, ale zmniejszy obawy, że gospodarstwa domowe znów staną w obliczu szerokiej presji inflacyjnej.
To sprawia, że wysokiej jakości, cykliczne spółki konsumenckie stają się warte bacznej obserwacji, zwłaszcza tam, gdzie wyceny były już mniej wymagające.
Ryzyko: spowolnienie wzrostu wywołane szokiem naftowym może utrzymać się dłużej niż oczekiwano, co będzie ważyć na nastrojach i wydatkach uznaniowych.
Ten konflikt to nie tylko geopolityka. Ożywił też obawy, że wyższe ceny energii utrzymają banki centralne w trybie ostrożnym oraz rentowności obligacji na podwyższonych poziomach. To uderzyło w spółki wzrostowe najbardziej wrażliwe na stopy procentowe.
Jeśli ropa stanieje, a rentowności przestaną rosnąć, część segmentu wzrostowego poza najbardziej obleganymi spółkami o dużej kapitalizacji, zwłaszcza wybrane spółki z sektorów oprogramowania, półprzewodników i internetu, mogą się ustabilizować. Warto skupiać się na firmach z przewidywalnymi zyskami, a nie na „czystej grze na duration” opartej wyłącznie na odległych w czasie przepływach pieniężnych.
Ryzyko: rentowności mogą pozostać podwyższone, co utrzyma presję na segmenty wzrostowe wrażliwe na poziom wycen.
Małe spółki na rynkach takich jak USA, Japonia i Europa zwykle spadają najmocniej, gdy rynek jednocześnie boi się spowolnienia, zaostrzenia warunków finansowych i osłabienia zaufania. Dokładnie takie otoczenie przyniósł obecny szok.
To także aktywa, które potrafią szybko reagować, gdy rynek zaczyna wyceniać mniejsze napięcia makroekonomiczne. Zastrzeżenie jest oczywiste: jakość bilansu liczy się dziś bardziej niż kiedykolwiek.
Ryzyko: bardziej restrykcyjne warunki finansowe mogą nadal nieproporcjonalnie ciążyć spółkom o słabszych bilansach.
Europa była wrażliwa zarówno na szok energetyczny, jak i na osłabienie globalnego zaufania — szczególnie w gospodarkach z dużym udziałem przemysłu i eksportu, jak Niemcy i część Europy Północnej. To uderzyło w segmenty przemysłowe i eksportowe.
Jeśli przerwa w działaniach zbrojnych zmniejszy presję na ceny energii i ustabilizuje perspektywy popytu, wybrani eksporterzy i spółki przemysłowe mogą odetchnąć. Dotyczy to zwłaszcza firm, które ucierpiały bardziej wskutek dyskontowania ryzyka makro niż z powodu pogorszenia własnych fundamentów.
Ryzyko: Europa pozostaje narażona na słaby popyt zewnętrzny, a każdy nawrót zakłóceń energetycznych szybko uderzyłby w region.
To nie jest czysty szok recesyjny. Mamy raczej zakłócenia po stronie podaży i strach przed inflacją, dlatego obligacjom trudno było pełnić rolę klasycznej bezpiecznej przystani.
Jeśli jednak ropa stanieje, a obawy inflacyjne osłabną, obligacje skarbowe i ekspozycja na wydłużoną durację w papierach o wysokiej jakości kredytowej mogą skorzystać na taktycznej poprawie sentymentu. Słowo „taktycznej” jest tu kluczowe. Przerwa w działaniach zbrojnych to nie to samo, co powrót do dawnego środowiska dezinflacyjnego.
Ryzyko: oczekiwania inflacyjne mogą pozostać uporczywie wysokie, ograniczając skalę odbicia segmentu o długiej duracji.
Rynki wschodzące o większej wrażliwości na czynniki zewnętrzne znalazły się pod presją zbiegu czynników: wyższych cen ropy, silniejszego dolara i rosnących rentowności. Jeśli te siły jednocześnie osłabną, część najmocniej poturbowanych aktywów EM może zacząć odrabiać straty.
To nie jest moment, by na oślep gonić za najsłabszymi emitentami. Ale tam, gdzie fundamenty są solidne, a wyprzedaż była w dużej mierze podyktowana czynnikami makro, rajd ulgi może być istotny.
Ryzyko: silniejszy dolar i wyższe realne rentowności mogą wciąż wywierać presję na rynki wrażliwe na czynniki zewnętrzne.
To może brzmieć paradoksalnie, bo samo złoto było pod presją, gdy rentowności rosły. Ale spółki wydobywcze znalazły się w kleszczach między zmiennością makroekonomiczną, obawami o stopy procentowe i awersją do ryzyka.
Jeśli rentowności się ustabilizują, a ogólny apetyt na ryzyko się poprawi, spółki wydobywcze z ekspozycją na złoto, miedź czy metale przemysłowe mogą skorzystać na poprawie nastrojów, nawet bez znaczących ruchów cen spotowych. Selektywnie może to dotyczyć także innych producentów surowców, którzy byli wyprzedawani w krzyżowym ogniu obaw o recesję i politykę pieniężną.
Ryzyko: realne rentowności pozostaną wysokie, a oczekiwania co do globalnego wzrostu jeszcze się osłabią, co ograniczy potencjał odbicia całego segmentu.
Nawet jeśli ropa stanieje, szersza lekcja z tego konfliktu jest taka, że bezpieczeństwo energetyczne awansowało w hierarchii priorytetów decydentów i inwestorów. To oznacza, że najciekawsze okazje mogą leżeć nie w natychmiastowym odbiciu, lecz w długoterminowych trendach, które ten szok wzmocnił.
W ujęciu regionalnym ten epizod może wzmocnić argumenty przemawiające za rynkami, które mają większą zdolność do przyspieszenia dywersyfikacji krajowego miksu energetycznego i realizacji inwestycji strategicznych. W tym kontekście wyróżniają się Chiny — ze względu na skalę polityki przemysłowej, rozbudowę infrastruktury oraz potencjał dalszego rozwoju zarówno w zakresie tradycyjnych, jak i alternatywnych źródeł energii.
Z perspektywy sektorowej może to wzmocnić dążenie do elektryfikacji, wspierając takie obszary jak łańcuch dostaw pojazdów elektrycznych (EV) i baterii, energetyka jądrowa, inwestycje w sieci przesyłowe oraz spółki użyteczności publicznej. To niekoniecznie segmenty, które zareagują jako pierwsze w fazie rajdu ulgi, ale mogą przyciągać większą uwagę w średnim terminie, jeśli inwestorzy uznają, że wydarzenia te wzmocniły argumenty za dywersyfikacją źródeł energii, bezpieczeństwem dostaw i strategiczną polityką przemysłową.
Ryzyko: wyższe stopy procentowe, słabszy globalny popyt lub problemy z wdrażaniem polityk publicznych mogą spowolnić tempo tej trwałej, strukturalnej zmiany wycen.
Prawdopodobna przerwa w działaniach zbrojnych nie jest powodem, by uznać, że świat wrócił do normalności.
Otoczenie pozostaje kruche. Dyplomacja publiczna może zawieść. Ropa może gwałtownie odbić. Zakłócenia w żegludze mogą utrzymywać się nawet po wyciszeniu walk. A banki centralne mogą mieć mniej przestrzeni do luzowania niż życzyłyby sobie rynki.
Bardziej wyważone podejście polega na tym, by nie wyceniać zbyt szybko „premii za pokój”. Chodzi o odróżnienie obszarów, gdzie przecena była w dużej mierze podyktowana strachem, od tych, gdzie fundamenty faktycznie uległy istotnemu pogorszeniu.
Iran ma wszelkie powody, by publicznie nie sprawiać wrażenia chętnego do współpracy, presja na ceny ropy i rynki kapitałowe jest elementem jego dźwigni negocjacyjnej. To jednak nie znaczy, że dyplomacji nie ma, być może po prostu toczy się w ciszy.
Rynki to rozumieją i rzadko czekają na oficjalny koniec konfliktu, zanim zaczną rosnąć.
Dla inwestorów oznacza to, że zadanie nie polega już wyłącznie na obronie. Trzeba również ocenić, które segmenty rynku mogą zareagować jako pierwsze, jeśli ryzyko eskalacji zacznie maleć — nawet zanim wojna formalnie się skończy.
Rynek nie musi czekać na pokój. Wystarczy wiarygodna ścieżka oddalająca widmo czegoś gorszego.