Szokujące prognozy
Leki na otyłość dla każdego - nawet dla zwierząt domowych
Jacob Falkencrone
Dyrektor ds. strategii inwestycyjnych
Strateg ds. inwestycji
Proponowany limit 10 proc. dotyczy przychodów odsetkowych banków, a nie podstawowych opłat transakcyjnych Visa i Mastercard.
Visa i Mastercard są sieciami płatniczymi, a nie kredytodawcami, więc bezpośredni wpływ na nie jest mniejszy niż sugeruje reakcja kursów akcji.
Największe ryzyka to efekty drugiego rzędu: zaostrzenie warunków kredytowych, zmiany w strukturze metod płatności oraz szerzej zakrojona regulacja opłat.
Proponowany roczny limit oprocentowania kart kredytowych na poziomie 10 proc. brzmi jak historia z wyraźnym zwycięzcą i przegranym: konsumenci wygrywają, a „firmy od kart kredytowych” przegrywają.
Mimo to rynek potraktował Visa i Mastercard jak czarne charaktery. 13 stycznia 2026 r. akcje Visa zakończyły sesję spadkiem o 4,5 proc. Akcje Mastercard zamknęły się na poziomie 544,99 USD, spadając o 3,8 proc.
Haczyk polega na tym, że regulacja celuje w część systemu kart kredytowych, która zarabia na odsetkach. Chodzi przede wszystkim o banki będące wydawcami kart. Visa i Mastercard nie pożyczają pieniędzy posiadaczom kart i nie zarabiają na odsetkach naliczanych posiadaczom utrzymującym saldo.
Dlaczego więc kursy spadły, tak jakby to one ustalały roczną stopę procentową ? Bo rynek reaguje nie tylko na to, w co wymierzona jest polityka, lecz także na to, co ta polityka może pośrednio zmienić.
Transakcja kartą wygląda prosto: przyłóż, piknięcie, gotowe. Za tym „pikiem” kryją się jednak dwa różne biznesy, które często wrzuca się do jednego worka.
Biznes nr 1: kredyt
Bank wydaje kartę i udziela kredytu. Jeśli posiadacz nie spłaca całego salda, bank zarabia na odsetkach. Właśnie te odsetki objąłby limit 10 proc.
Biznes nr 2: sieć płatnicza
Visa i Mastercard utrzymują „tory”, po których poruszają się informacje i pieniądze między bankami a sprzedawcami. Zarabiają na opłatach powiązanych z aktywnością płatniczą, m.in. na usługach sieciowych i przetwarzaniu transakcji. Bardziej przypominają „płatne autostrady” niż „pożyczkodawców”.
To ważne, bo proponowany limit jest ogromny na tle obecnych stawek w USA. Reuters podaje, że ograniczenie miałoby zacząć obowiązywać 20 stycznia 2026 r. i cytuje dane Rezerwy Federalnej, według których średnie oprocentowanie kart kredytowych wynosiło 20,97 proc. w listopadzie 2025 r. Obcięcie tego do 10 proc. to nie lekkie przycięcie żywopłotu, lecz cięcie piłą łańcuchową w przychody odsetkowe wydawców kart.
Najprościej mówiąc, banki „posiadają” kredyt, sieci „utrzymują” drogę. Polityka uderza w kredyt, lecz inwestorzy na moment ukarali operatorów sieci.
Nawet jeśli bezpośredni cios wymierzony jest w banki, istnieje kilka realnych kanałów, przez które może on uderzyć także w sieci płatnicze.
Po pierwsze: dostępność kredytów może się zmniejszyć
Jeśli wydawcy kart będą zarabiać mniej na niespłacanych w całości saldach (tzw. revolvingu), mogą zaostrzyć kryteria przyznawania kart, obniżyć limity lub ograniczyć programy nagród. Dyrektor finansowy JPMorgan ostrzegł, że limit może ograniczyć dostęp do kredytu i oddziaływać na szerszą gospodarkę.
Mniejsza dostępność kredytu może oznaczać mniej zakupów dla części gospodarstw domowych, zwłaszcza o niższych dochodach.
Po drugie: wydatki mogą się przesunąć, a nie zniknąć
Część konsumentów może przenieść się z kredytu na debet, jeśli kredyt stanie się trudniej dostępny lub mniej opłacalny. Inni mogą sięgnąć po usługi „kup teraz, zapłać później”. Kluczowe jest to, że wiele z tych transakcji i tak przechodzi po „torach” Visa i Mastercard. To może złagodzić uderzenie, nawet jeśli zmieni się struktura metod płatności.
Po trzecie: inwestorzy boją się „następnej regulacji”, a nie tylko tej obecnej
Limit oprocentowania brzmi spektakularnie, ale nie jest najbardziej bezpośrednim ryzykiem dla sieci. Długotrwałym tematem są regulacje opłat i routingu płatności, czyli zasady wpływające na to, jak kierowane są transakcje kartowe i ile płacą akceptanci. W tym obszarze Visa i Mastercard często znajdują się na celowniku regulatorów.
Dlatego nagłówek o przychodach odsetkowych banków potrafi uderzyć także w akcje sieci. Rynek wycenia nie tylko to, co już zapisane, lecz także to, czego obawia się w kolejnym kroku.
Pierwsze ryzyko to polityczna „kontynuacja”. Sama propozycja potrafi poruszyć rynki, zanim stanie się prawem. Rzeczywisty wpływ zależy jednak od szczegółów wdrożenia i od tego, czy projekt ma szansę przejść przez proces legislacyjny. Dopóki inwestorzy nie zobaczą drogi „od wpisu w mediach społecznościowych do ustawy”, największe szkody wyrządza niepewność.
Drugie ryzyko to realny cykl zaostrzenia warunków kredytowych. Jeśli wydawcy kart tną limity i częściej odrzucają wnioski, część konsumentów wydaje mniej, a tempo wzrostu liczby transakcji może spowolnić. Warto śledzić komentarze wydawców kart na temat „dostępności kredytu” i „zaległości w spłatach”, a także dane o sprzedaży detalicznej.
Trzecie ryzyko jest wolniejsze: szersza regulacja opłat w płatnościach. Nie chodzi o RRSO, tylko o ekonomię akceptacji kart i routing transakcji. Jeśli ta debata się rozgrzeje, będzie dla sieci ważniejsza niż roczny limit oprocentowania.
Podczas kolejnych konferencji wynikowych zwracaj uwagę na wolumeny płatności i aktywność transgraniczną, a nie na wypowiedzi polityczne.
Śledź działania wydawców kart: niższe limity kredytowe i skromniejsze programy nagród to wczesne sygnały presji wynikającej z limitu.
Oddzielaj „ryzyko regulacyjne” od „ryzyka popytu”: słabsza koniunktura uderza w wolumeny mocniej niż przepis wymierzony w kredytodawców.
Miej na uwadze oś czasu: propozycje pojawiają się szybko, ustawy powstają wolno. Aktualizuj wycenę ryzyka dopiero, gdy szczegóły staną się wiążące.
Pierwsza reakcja rynku na historię o limicie 10 proc. jest prosta: sprzedaj wszystko, co pachnie kartami kredytowymi. To szybkie, emocjonalne i bywa użyteczne dla krótkoterminowych graczy.
Inwestorom długoterminowym potrzebna jest wersja „na spokojnie”. Banki pożyczają pieniądze i zarabiają na odsetkach. Visa i Mastercard przesyłają transakcje i zarabiają na opłatach. 13 stycznia 2026 r. akcjami handlowano tak, jakby był to ten sam biznes. To nie ten sam biznes.
Prawdziwe pytanie nie brzmi: „kto dostaje po głowie w nagłówku?” lecz „co zmieni się w wydatkach, dostępie do kredytu i regulacjach w kolejnych kwartałach?”. Płatna autostrada będzie działać jutro rano, nawet jeśli dziś polityczny hałas jest głośny.

Niniejszy materiał ma charakter marketingowy i nie powinien być traktowany jako porada inwestycyjna. Handel instrumentami finansowymi wiąże się z ryzykiem, a historyczne wyniki nie stanowią gwarancji przyszłych wyników.
Instrumenty, o których mowa w niniejszej treści, mogą być emitowane przez partnera, od którego Saxo otrzymuje opłaty promocyjne, płatności lub retrocesje. Chociaż Saxo może otrzymywać wynagrodzenie z tytułu tych partnerstw, wszystkie treści są tworzone w celu dostarczania klientom cennych informacji i opcji.