Szokujące prognozy
Podsumowanie: Szokujące prognozy na 2026 rok
Saxo Group
Główny strateg inwestycyjny
Ostatnia runda rozmów USA–Iranu zakończyła się bez porozumienia, choć kruche zawieszenie broni pozostaje w mocy.
Obecny impas podważa część „dywidendy pokoju”, którą rynki zaczęły dyskontować, ale nie przywraca skrajnej paniki obserwowanej wcześniej w tym cyklu.
Reakcja Waszyngtonu przeszła od dyplomacji do presji na morzu: blokada Cieśniny Ormuz jest wymierzona w irańską żeglugę, zamiast natychmiastowego powrotu do otwartej eskalacji militarnej.
Co się wydarzyło?
Po maratonie rozmów w Islamabadzie Stany Zjednoczone i Iran nie zdołały zawrzeć porozumienia. To rozczarowujące, bo rosły nadzieje, że dyplomacja przyniesie choćby wąskie porozumienie stabilizujące zawieszenie broni i zmniejszające napięcie wokół Cieśniny Ormuz.
Następnie Donald Trump zaostrzył presję, ogłaszając, że marynarka wojenna USA rozpocznie blokadę irańskiej żeglugi w Cieśninie Ormuz. Uwaga przeniosła się więc z nieudanej dyplomacji na działania morskie i egzekwowanie blokady.
To nie powinno jednak specjalnie dziwić. Załatwienie wszystkiego w jednym podejściu było mało realne, biorąc pod uwagę liczbę kwestii wciąż na stole: program rakietowy, ograniczenia nuklearne, rola sprzymierzonych ugrupowań w regionie (tzw. proxy), kwestia Cieśniny Ormuz oraz sankcje.
Mimo wszystko sam fakt, że do rozmów doszło, ma znaczenie. Nadal istnieje szansa na ich wznowienie — pojawiły się doniesienia, że w kilku obszarach obie strony nie były bardzo od siebie daleko. Kruche zawieszenie broni wciąż obowiązuje, a nawet mówi się o możliwym usunięciu min w Cieśninie Ormuz. Innymi słowy: to negatywny zwrot w dyplomacji, ale jeszcze nie sygnał automatycznego powrotu do najczarniejszego scenariusza.
W rezultacie sytuacja ugrzęzła w niekomfortowym, ale znanym „środku”: bez jasnej drogi do pokoju, ale wciąż daleko od wojny na pełną skalę.
Negocjacje próbowały rozwiązać zbyt wiele naraz. Wygląda na to, że postęp zablokowały trzy kwestie.
Według doniesień Waszyngton utrzymał stanowisko sprzed wojny: zakaz wzbogacania uranu na terytorium Iranu oraz wywóz wysoko wzbogaconego uranu za granicę. Teheran wciąż odrzuca takie ramy, uznając je za próbę wywalczenia przy stole negocjacyjnym tego, czego nie osiągnięto militarnie.
Iran domaga się, by ewentualne porozumienie obejmowało szerszy zakres spraw: napięcia z udziałem sprzymierzonych ugrupowań w regionie (tzw. proxy) oraz to, jak miałoby funkcjonować rozszerzone zawieszenie broni.
U podstaw leży też problem kolejności ustępstw. Waszyngton oczekuje wstępnych zobowiązań po stronie Iranu, a złagodzenia restrykcji — w tym sankcji — dopiero później. Teheran uważa taką asymetrię za nie do przyjęcia.
Najistotniejszą zmianą po rozmowach nie jest natychmiastowy powrót do bezpośredniej eskalacji militarnej, lecz przejście do presji na morzu. Prezydent Trump zapowiedział, że marynarka wojenna USA rozpocznie blokadę żeglugi związanej z irańskimi portami w Cieśninie Ormuz.
W praktyce oznacza to groźbę użycia sił morskich w celu kontrolowania, odstraszania lub zakłócania transportu związanego z irańskim eksportem, przy jednoczesnym przedstawianiu tej decyzji jako obrony swobody żeglugi.
Dzięki temu Stany Zjednoczone mogą argumentować, że Cieśnina Ormuz powinna pozostać bezwarunkowo otwarta dla globalnego handlu, a wykorzystywanie jej przez Iran jako narzędzia presji nie może pozostać bez odpowiedzi.
Z operacyjnego punktu widzenia nie chodzi o zamknięcie cieśniny dla całego ruchu, lecz o uderzenie w statki związane z irańskim handlem i eksportem. W ostatnich dniach wydawało się, że większość ograniczonego ruchu, który nadal się odbywał, była związana z Iranem lub przewoziła irańskie ładunki, więc amerykańska blokada mogłaby teoretycznie odciąć znaczną część tego, co wciąż przepływa przez cieśninę.
Objęte mogłyby zostać m.in.: same irańskie jednostki; statki związane z Iranem i objęte sankcjami; jednostki z krajów, które zawarły porozumienia omijające sankcje, by utrzymać handel; statki państw trzecich (w tym sojuszniczych) przewożące irańskie towary; a także jednostki wyłączające systemy śledzenia, by ukryć kierunek rejsu lub właściciela.
To istotne rozróżnienie. Nie byłoby to całkowite zamknięcie Cieśniny Ormuz przez Stany Zjednoczone, lecz próba ograniczenia możliwości Iranu wykorzystywania tego wąskiego gardła jako źródła przewagi ekonomicznej i strategicznej.
Ten ruch jest ważny, bo przenosi punkt ciężkości z nieudanej dyplomacji na zapewnianie bezpieczeństwa żeglugi. Teoretycznie brzmi to „czyściej” niż kolejna runda bezpośrednich uderzeń, ale w praktyce to wciąż strategia obarczona istotnym ryzykiem.
Z perspektywy strategicznej blokada jest bardziej wyważoną formą presji niż natychmiastowe wznowienie ataków militarnych czy groźby zajęcia irańskiej infrastruktury.
Siła Iranu na tym etapie wynikała z możliwości zakłócania lub „opodatkowywania” tranzytu przez Cieśninę Ormuz. Blokada bezpośrednio osłabia tę dźwignię i uderza w dochody Iranu, nie doprowadzając ponownie do wojny na pełną skalę.
Waszyngton może przedstawiać to posunięcie jako środek zaradczy służący przywróceniu swobody żeglugi i tranzytu, a nie eskalacji dla samej eskalacji. Daje mu to silniejszy przekaz na arenie międzynarodowej niż bardziej jawnie ofensywne działania zbrojne.
Przedłużająca się blokada zwiększa koszty gospodarcze i dyplomatyczne, zwłaszcza dla Pekinu. Oznacza to, że Waszyngton może chcieć nie tylko bezpośrednio naciskać na Teheran, ale też podnieść koszty biernego wspierania Iranu lub obchodzenia sankcji przez Chiny, jeśli Cieśnina Ormuz pozostanie pod presją.
To nie jest strategia niskiego ryzyka.
Teheran może zareagować, rozszerzając ataki na infrastrukturę w Zatoce Perskiej, zwiększając presję na żeglugę handlową lub wchodząc w bezpośrednie starcia z amerykańskimi okrętami. Każdy z tych scenariuszy podnosi ryzyko wejścia w spiralę eskalacji.
Blokada w pobliżu irańskich wód nie jest łatwa do realizacji. Kontrole na morzu, przechwytywanie jednostek i operacje rozminowania zwiększają ryzyko błędnej oceny sytuacji. Im bliżej stref kontrolowanych przez Iran działają siły USA, tym mniejszy margines błędu.
Rośnie obawa, że jeśli wojna powróci, przybierze inną formę. Zamiast powolnej wojny na wyniszczenie kolejna faza może być bardziej rozległa, szybsza i obejmować większą część regionu.
Dlatego obecna równowaga wygląda na kruchą. Na razie się utrzymuje, ale jej podtrzymanie może być coraz trudniejsze.
Nieudane rozmowy to negatywny czynnik dla rynków, bo podważają część „dywidendy pokoju”, którą inwestorzy zaczęli wcześniej wyceniać.
Ponieważ jednak dyplomacja nie została całkowicie porzucona, nie oznacza to automatycznego powrotu do poziomów skrajnej paniki z wcześniejszej fazy cyklu.
Pozostawia to rynki w kruchym „środku”.
Akcje mogą odetchnąć z ulgą dzięki braku natychmiastowej wojny, ale załamanie rozmów utrudnia utrzymanie solidnego „rajdu ulgi”. „Dywidenda pokoju” jest podważana.
To nie tylko kwestia geopolityczna, lecz także inflacyjna. Jeśli konflikt się przedłuży, rynek może ograniczyć najbardziej optymistyczne oczekiwania co do skali i tempa obniżek stóp procentowych.
Wyłaniają się dwa główne scenariusze.
Kolejna próba rozmów, nawet w wąskim formacie, mogłaby ustabilizować nastroje rynkowe i zdjąć część premii geopolitycznej. Dyplomacja nie musi od razu przynieść „wielkiego porozumienia”, aby miała znaczenie dla rynków.
Jeśli kolejnym krokiem będzie starcie na morzu, atak na infrastrukturę energetyczną w Zatoce Perskiej albo rozszerzenie działań wojskowych w regionie, rynek zacznie wyceniać znacznie groźniejszy scenariusz.
Dlatego tego momentu nie należy traktować jako rozstrzygnięcia. Lepiej opisać go jako pauzę w nierozstrzygniętej konfrontacji.
Na dziś sytuację najlepiej ująć krótko: To stan ani wojny, ani pokoju.
Rozmowy zakończyły się fiaskiem, więc „dywidenda pokoju” jest pod presją. Ale dyplomacja nie załamała się całkowicie, co oznacza, że rynki nie wróciły jeszcze do wyceny najbardziej skrajnego wariantu konfliktu.
Kluczowe pytanie jest proste: Co wróci pierwsze — dyplomacja czy eskalacja?
Jeśli otworzy się kolejne okno możliwości dla dyplomacji, rynki mogą szybko nabrać pewności. Jeśli najpierw wróci konflikt, następna faza może okazać się bardziej rozległa i groźniejsza niż zakładało wielu inwestorów, przekonanych, że najgorsze jest już za nami.

Niniejsza treść jest materiałem marketingowym i nie powinna być traktowana jako porada inwestycyjna. Handel instrumentami finansowymi wiąże się z ryzykiem, a historyczne wyniki nie stanowią gwarancji przyszłych wyników.
Instrumenty, o których mowa w niniejszej treści, mogą być emitowane przez partnera, od którego Saxo otrzymuje opłaty promocyjne, płatności lub retrocesje. Chociaż Saxo może otrzymywać wynagrodzenie z tytułu tych partnerstw, wszystkie treści są tworzone w celu dostarczania klientom cennych informacji i opcje....