Szokujące prognozy
Podsumowanie: Szokujące prognozy na 2026 rok
Saxo Group
Dyrektor ds. strategii rynku surowców
Indeks Bloomberg Commodity Total Return zmierza ku niewielkiej stracie w ujęciu tygodniowym, co obniża jego stopę zwrotu od początku roku do około 29%. Spadki w grupie tzw. surowców miękkich (kawa, cukier, kakao), na rynku żywca oraz – przede wszystkim – w segmencie energii, gdzie najmocniej taniały produkty naftowe, zostały tylko częściowo zrównoważone wzrostami cen metali przemysłowych i zbóż. Metale szlachetne lekko osłabły po silnym odbiciu z początku tygodnia. Mimo tej zadyszki surowce wciąż wyraźnie przewyższają w tym roku większość tradycyjnych klas aktywów pod względem stóp zwrotu. Co ważne, ostatnia korekta na razie nie sygnalizuje zmiany dominującego reżimu rynkowego. Coraz bardziej przypomina to przejście od szeroko zakrojonych, geopolitycznie motywowanych zakupów do bardziej selektywnego rynku, w którym poszczególne segmenty są kształtowane przez własne fundamenty. Jednak jeden rynek wciąż dominuje nad prawie wszystkimi innymi: ropa naftowa.
Brent spadł w tym tygodniu z poziomów powyżej 112 USD w poniedziałek do około 102 USD w czwartek. Powodem były odnowione nadzieje na porozumienie między USA a Iranem, które skłoniły inwestorów do wyceny większego prawdopodobieństwa powrotu dodatkowych dostaw na rynek. W piątek ceny odbiły w okolice 105 USD po wypowiedziach najwyższego przywódcy Iranu dotyczących irańskich zapasów uranu oraz w związku ze sporami o opłaty tranzytowe w Cieśninie Ormuz, co skomplikowało perspektywy szybkiego przełomu.
Ropa faktycznie stała się makrotermostatem rynku: steruje oczekiwaniami inflacyjnymi i wpływa na rentowności obligacji, kursy walut oraz ogólny apetyt na ryzyko. Środowa wyprzedaż obligacji dobrze to pokazała. Oczekiwania wobec Fedu przesunęły się ze scenariusza obniżek w stronę podwyżek stóp procentowych, a rentowności 30‑letnich obligacji skarbowych USA wzrosły do najwyższego poziomu od niemal dwóch dekad. Inwestorzy zażądali wyższej premii za utrzymywanie długu o długim terminie zapadalności w obliczu wywołanej wojną inflacji cen energii oraz obaw o rosnące deficyty budżetowe.
Równocześnie napływające dane coraz wyraźniej sugerują, że globalna gospodarka wchodzi w trudniejszą fazę: wzrost spowalnia, a presja inflacyjna rośnie.
Wskaźniki PMI od Australii po Europę wskazały w maju na pogarszające się warunki zarówno w przemyśle, jak i w usługach. W wielu regionach aktywność przemysłowa spowalniała lub kurczyła się. Na tym tle wyróżniły się Stany Zjednoczone, gdzie firmy zwiększyły produkcję i przyspieszyły składanie zamówień z wyprzedzeniem, obawiając się przyszłych niedoborów i rosnących kosztów.
W sumie te zjawiska coraz bardziej przypominają klasyczne objawy szoku podażowego: spowolnienie aktywności idzie w parze z rosnącymi kosztami.
Patrząc na skalę zakłóceń związanych z Cieśniną Ormuz, wielu inwestorów pyta, dlaczego ceny ropy nie są znacznie wyższe.
Kilka czynników łagodzi ten wpływ. Należą do nich uwolnienia ze strategicznych rezerw, przekierowanie eksportu rurociągami z Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratów Arabskich (ZEA), rosnący eksport ropy i paliw z USA oraz tymczasowe ograniczenie importu przez Chiny przy jednoczesnym korzystaniu z krajowych rezerw. Coraz większe znaczenie ma też tzw. destrukcja popytu: niższy przerób w rafineriach (mniej ropy przerabianej na paliwa), działania rządów ograniczające zużycie oraz zmiany w zachowaniach konsumentów.
W połączeniu z wiarą rynku w ostateczne rozwiązanie dyplomatyczne czynniki te ograniczają wzrost cen. Jednak nadejście letniego szczytu popytu na paliwa, przy utrzymujących się zakłóczeniach i uszczuplonych globalnych zapasach, może – według Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA) – wepchnąć rynek ropy w „czerwoną strefę” w lipcu i sierpniu.
Z kolei ponowne otwarcie Cieśniny Ormuz mogłoby na początku wywołać spadkową reakcję, gdy uwięzione ładunki ruszą naraz, zalewając rynek dużą ilością ropy i produktów naftowych. Taka ulga może być jednak krótkotrwała, bo po kryzysie trzeba będzie odbudować zapasy komercyjne, rezerwy strategiczne i łańcuchy dostaw, które zostały silnie nadwyrężone. Gdy handel zacznie wracać do normy, odbudowa zapasów może znów podbijać ceny, ponieważ kupujący będą konkurować o baryłki ropy potrzebne do odtworzenia stanów magazynowych. Innymi słowy, odblokowanie Cieśniny Ormuz nie musi zakończyć napięcia rynkowego; może przenieść je w inną fazę, potencjalnie podnosząc dolny pułap cen Brent względem poziomów sprzed konfliktu o 10–15 USD i wspierając przychody oraz inwestycje w całym sektorze energetycznym.
Złoto utrzymuje się powyżej 4 500 USD po odbiciu z początku tygodnia, gdy spadek cen ropy pomógł ustabilizować rentowności obligacji i zmniejszył obawy o dalsze zacieśnianie polityki pieniężnej.
Długoterminowe, strukturalne czynniki wspierające pozostają w dużej mierze nienaruszone. Narastają obawy o dług publiczny, trwa dywersyfikacja rezerw, postępują działania na rzecz dedolaryzacji, a popyt banków centralnych prawdopodobnie powróci, gdy napięcia na rynku energii w końcu zelżeją.
Na razie jednak rynki koncentrują się na czynnikach krótkoterminowych. Złoto i – szerzej – aktywa realne wykazują obecnie nietypowo silne, ujemne korelacje z ropą, rentownościami obligacji i dolarem; to te zmienne w praktyce sterują bieżącą wyceną.
Wyższe ceny ropy podbijają oczekiwania inflacyjne i zwiększają obawy przed dodatkowymi podwyżkami stóp. Rosnące rentowności podnoszą koszt alternatywny posiadania aktywów, które nie generują dochodu, a silniejszy dolar zmniejsza atrakcyjność złota dla inwestorów spoza USA. Aby złoto i inne metale inwestycyjne odzyskały impet wzrostowy, rynek potrzebuje albo oznak wygasania obaw o inflację napędzaną cenami ropy, albo nowych dowodów, że ryzyko spowolnienia wzrostu zaczyna przeważać nad lękiem przed inflacją.
Notowania miedzi pozostają blisko najwyższych poziomów z ostatniego tygodnia, wspierane lepszym apetytem na ryzyko i nadziejami na deeskalację napięć geopolitycznych.
Popyt napędzany infrastrukturą na potrzeby AI, elektryfikacją, rosnącym zapotrzebowaniem na chłodzenie, rozbudową sieci energetycznych i strategicznym gromadzeniem zapasów wciąż się umacnia. Jednocześnie utrzymują się obawy, że podaż z kopalń nie nadąży za popytem. Niepokoje wzmocniła informacja, że Codelco, największy producent miedzi na świecie, zawyżył dane o produkcji za grudzień, co sugeruje, że ubiegłoroczna produkcja spadła do najniższego poziomu od 1998 r.
Siła aluminium odzwierciedla podobne obawy o koszty energii i napięcia po stronie podaży – częściowo z powodu utrzymujących się zakłóceń dostaw z obszaru Zatoki Perskiej, który dzięki dostępowi do taniej energii stał się znaczącym producentem i odpowiada dziś za około 9% globalnej produkcji aluminium pierwotnego.
W rolnictwie zboża i soja pozostają głównymi motorami tegorocznego, około 11‑procentowego wzrostu, wspieranego przez czynniki pogodowe, skok cen oleju napędowego i nawozów (co rodzi obawy o poziom produkcji), a ostatnio także przez odnowione nadzieje na silniejszy popyt ze strony Chin. Wśród tzw. surowców miękkich jednymi z największych spadkowiczów są w tym roku kakao i kawa, częściowo równoważone przez siłę bawełny i cukru, które zyskują także na wyższych cenach energii ze względu na powiązania z włóknami syntetycznymi i etanolem.
Kakao pozostaje w gronie najsłabszych surowców tego roku – spadek rzędu około 41% – po jednym z najbardziej spektakularnych cykli hossa‑bessa na rynku rolnym. Po ubiegłorocznym, bezprecedensowym wystrzale cen producenci czekolady zareagowali przewidywalnie: tabliczki się skurczyły, receptury stały się „kreatywne”, a konsumenci coraz częściej odkrywali, że „o smaku czekoladowym” to jednak nie to samo, co czekolada.
Teraz układ sił znów się odwraca.
Po około 70‑procentowym spadku od szczytu niższe ceny kakao ponownie sprawiają, że zwiększenie jego zawartości jest ekonomicznie uzasadnione, po okresie, w którym drogie składniki były szeroko zastępowane tańszymi alternatywami.
Rynki surowcowe często pokazują, że „lekarstwem na wysokie ceny są… wysokie ceny”, a kakao może być dziś jednym z przyjemniejszych przykładów tej reguły w praktyce. Ekstremalne ceny najpierw wymusiły destrukcję popytu i zmiany receptur produktów, ale niższe ceny mogą ten proces stopniowo odwracać.
Choć w tym tygodniu nastąpiła pewna konsolidacja po silnych wzrostach z wcześniejszych miesięcy, szersze spojrzenie na surowce pozostaje zdominowane przez jeden, kluczowy czynnik: ropę. Nie tylko dlatego, że sygnalizuje napięcie na rynkach energii, lecz także ze względu na trwające zakłócenia żeglugi przez Cieśninę Ormuz, co wciąż generuje presję cenową w wielu branżach i na ceny wielu produktów.
Rynki mogą nadal skakać od nagłówka do nagłówka, ale dopóki nie pojawią się namacalne dowody trwałego odblokowania Cieśniny Ormuz i ustępowania presji inflacyjnej, ropa prawdopodobnie pozostanie nie tylko głównym motorem rynku surowców, lecz także dominującą siłą na szerokich rynkach finansowych.
Jej wpływ sięga dziś daleko poza samą energię. Coraz więcej surowców odczuwa efekty drugiej rundy wynikające z zakłóceń żeglugi i energochłonnych łańcuchów dostaw. Szczególnie wrażliwe są rynki nawozów, zależne od przepływów gazu ziemnego i amoniaku – wyższe koszty mogą przełożyć się na ceny upraw i inflację żywności. Produkcja aluminium, jedna z najbardziej energochłonnych gałęzi przemysłu, również mierzy się z odnowioną presją kosztową, a bawełna i uprawy związane z biopaliwami – takie jak kukurydza, soja i cukier – mogą doświadczać efektów domina z powodu wyższych kosztów transportu i zmieniającej się struktury popytu między rynkiem żywności a rynkiem paliw.
Jednym z mniej widocznych, lecz potencjalnie istotnych kanałów transmisji jest kwas siarkowy – „niedoceniany koń pociągowy” współczesnego przemysłu. Stoi on u źródeł wielu sektorów gospodarki: jest kluczowy w produkcji nawozów, przerobie miedzi, ługowaniu uranu, rafinacji niklu, przekształcaniu fosforanów i w licznych procesach chemicznych. Każde trwałe zakłócenie na rynkach energii lub szlakach żeglugowych może więc wywoływać kaskadę efektów sięgającą daleko poza samą ropę.
Bardziej niż jakiekolwiek inne aktywa, ceny ropy obecnie kształtują nastroje na rynkach poprzez wpływ na oczekiwania inflacyjne, politykę banków centralnych, rentowności długu skarbowego i kurs dolara. W obecnym otoczeniu ropa stała się de facto głównym kanałem transmisji ryzyka makroekonomicznego na rynki.

Niniejszy materiał ma charakter marketingowy i nie stanowi porady inwestycyjnej. Handel instrumentami finansowymi wiąże się z ryzykiem, a wyniki historyczne nie gwarantują przyszłych rezultatów. Instrumenty wspomniane w niniejszym materiale mogą być oferowane przez partnerów, od których Saxo może otrzymywać opłaty marketingowe, wynagrodzenia lub opłaty retrocesyjne. Niezależnie od ewentualnych korzyści finansowych otrzymywanych w ramach takich partnerstw, wszystkie treści są tworzone w celu dostarczenia klientom wartościowych informacji i zapewnienia dostępu do możliwości inwestycyjnych.