Szokujące prognozy
Podsumowanie: Szokujące prognozy na 2026 rok
Saxo Group
Strateg ds. inwestycji
Sztuczna inteligencja przechodzi od modelu partnerstwa do modelu kontroli.
Stawką jest już nie tylko innowacyjność, ale także marża, siła przetargowa i dostęp do kapitału.
Dla inwestorów kluczowe pytanie brzmi: kto kontroluje wąskie gardła, a nie tylko kto pisze najlepszy kod.
Pierwsza faza boomu na sztuczną inteligencję była wręcz sielankowa. Jedna firma budowała model, inna go finansowała, kolejna projektowała układy scalone, a ktoś jeszcze dostarczał pamięci. Każdy miał swoją rolę i własne modne hasło, a wszyscy wyglądali na zwycięzców.
Ten nastrój zaczyna się jednak zmieniać.
Trzy świeże sygnały wskazują na ten sam trend. Firma OpenAI ostrzegła inwestorów, że zależność od Microsoftu w zakresie finansowania i tzw. „compute”, czyli mocy obliczeniowej potrzebnej do trenowania i uruchamiania modeli, stanowi ryzyko. SK Hynix rozważa notowanie swoich akcji w USA w formie amerykańskich kwitów depozytowych (ADR), aby sfinansować zwiększenie mocy produkcyjnych związanych z AI i być może uzyskać wyższą wycenę. Firma Arm, dotąd kojarzona głównie z licencjonowaniem projektów układów scalonych, zaczyna sprzedawać własne procesory. Nagłówki są różne, ale przekaz ten sam: w obszarze AI poleganie na dzierżawionych, kluczowych zasobach stosu technologicznego zaczyna być kosztowne.
Ujawnienie ze strony OpenAI to najczytelniejszy sygnał, że nawet ikona branży AI nie chce już nadmiernie opierać się na jednym partnerze. Microsoft był kluczowy: zapewniał finansowanie, infrastrukturę chmurową i wsparcie strategiczne. Ale zależność ma swoją cenę. Gdy jedna firma dostarcza znaczną część kapitału i mocy obliczeniowych, w praktyce wyznacza także pole manewru.
To nie jest prosta opowieść o rozstaniu. Microsoft wciąż ma dla OpenAI ogromne znaczenie. Zmienił się jednak ton – z wdzięczności na kalkulację ryzyka. To wymowne. AI staje się tak kapitałochłonna, że nawet najwięksi chcą mieć więcej możliwości: więcej niż jedno źródło finansowania, więcej niż jeden dostawca mocy obliczeniowych i, w idealnym scenariuszu, większą siłę przetargową w przyszłych negocjacjach.
To dla inwestorów otrzeźwiający sygnał. Rynek AI to nie tylko konkurs na chatboty czy premiery modeli. Coraz bardziej liczy się stopień zależności. Im mniej firma polega na jednym dostawcy, kliencie czy finansującym, tym większą zachowuje swobodę strategiczną. W większości branż to po prostu rozsądne. W świecie AI może to być kwestia przetrwania.
Ruch spółki Arm jest inny w formie, ale podobny w logice. Brytyjska firma zbudowała markę, licencjonując innym firmom technologię układów. Sprzedawała plan, nie budynek. Teraz chce sprzedawać także sam budynek.
To kwestia ekonomiki biznesu. Jak donosi Bloomberg, dyrektor finansowy (CFO) Arm powiedział to wyjątkowo wprost. Na hipotetycznym układzie w cenie 1 000 USD Arm może otrzymać około 50 USD z tytułu licencji, jeśli klient używa jego zestawu instrukcji. Jeśli klient korzysta z gotowych projektów Arm, przychody wyniosą około 100 USD. A jeśli Arm sam wyprodukuje układ, zysk brutto może sięgnąć około 500 USD.
To nie drobna korekta kursu. Spółka przesuwa się bliżej kasy.
Sam produkt też mówi coś ważnego o kierunku, w którym zmierza AI. Nowy CPU Arm został zaprojektowany do współpracy z potężnymi akceleratorami wykorzystywanymi w centrach danych. W prostych słowach: pomaga zarządzać ruchem danych, aby drogie układy dla AI były wykorzystywane wydajniej. Chodzi tu mniej o wypieranie Nvidii niż o zajęcie większej roli w szerszym ekosystemie.
I tu robi się niezręcznie. Wielu klientów Arm licencjonuje jego technologię, a jednocześnie buduje własne układy. Spółka zbliża się więc do pieniędzy, ale też do potencjalnych konfliktów. Na rynku AI od partnera do rywala coraz częściej dzieli tylko zmiana nastroju w sali posiedzeń zarządu.
SK Hynix dopełnia obraz: rynki kapitałowe stają się elementem rywalizacji na rynku AI.
Południowokoreański producent pamięci rozważa pozyskanie od 10 do 15 bilionów wonów, czyli około 10 mld USD, w drodze notowania w USA w formie amerykańskich kwitów depozytowych (ADR). Te środki pomogłyby sfinansować nową infrastrukturę dla AI i zwiększyć moce produkcyjne w zakresie zaawansowanych układów pamięci. To ta oczywista część.
Ciekawsze jest to, co amerykańskie notowanie może dać poza samym finansowaniem. Mogłoby zapewnić SK Hynixowi dostęp do szerszej bazy inwestorów i, co równie ważne, do premii wycenowej, którą rynki w USA często przyznają spółkom postrzeganym jako kluczowe dla rozbudowy AI. Bloomberg wskazuje na Taiwan Semiconductor Manufacturing Company jako dobry przykład: jej program ADR przyciągnął kapitał od inwestorów zagranicznych i w pewnym momencie był notowany z premią przekraczającą 30% w porównaniu z notowaniami w Tajpej.
To świadczy o czymś większym. W świecie AI dostęp do kapitału staje się strategicznym atutem samym w sobie. Firma z najlepszą technologią nie zawsze wygrywa, jeśli inna potrafi szybciej sfinansować ekspansję, przyciągnąć więcej pasywnego kapitału (np. z funduszy indeksowych) albo opowiedzieć swoją historię rynkowi, który jest skłonny zapłacić za nią więcej.
Dla inwestorów to poszerza pole gry. Przewaga na rynku AI nie tkwi wyłącznie w oprogramowaniu czy projektowaniu układów. Leży też w miejscu notowania, elastyczności finansowania i zdolności do utrzymania wydatków, gdy popyt jest rozgrzany.
Ta pogoń za kontrolą niesie oczywiste ryzyka. Po pierwsze, integracja pionowa może nadwyrężyć relacje. Arm może zaniepokoić klientów, którzy dotąd widzieli w nim neutralnego dostawcę. Dążenie OpenAI do większej niezależności również może z czasem rodzić tarcia z Microsoftem. Po drugie, większa kontrola zwykle oznacza większe wydatki. Ekonomika AI wygląda imponująco na prezentacjach, ale mniej efektownie w praktyce, gdy pojawia się spalanie gotówki i rosną rachunki za infrastrukturę. Po trzecie, nad całym sektorem wisi geopolityka niczym surowy audytor. Układy, pamięci i sprzęt centrów danych pozostają narażone na kontrole eksportowe, zakłócenia dostaw i zmiany polityki. Proste, wczesne sygnały ostrzegawcze to: chłodniejszy język wokół partnerstw, coraz większe obietnice wydatków bez proporcjonalnych zwrotów oraz klienci, którzy po cichu budują rozwiązania wokół dostawców, zamiast budować je wspólnie z nimi.
Pierwszy akt boomu na AI dotyczył dostępu. Zdobądź model, wynajmij chmurę, kup układy, dołącz do ekscytacji. Drugi akt zapowiada się trudniejszy i znacznie ciekawszy. Firmy chcą teraz kluczy do budynku: własnego dostępu do mocy obliczeniowych, własnej ścieżki do inwestorów i większego udziału w ekonomice, która stoi za każdym zapytaniem, każdą szafą serwerową i każdym watem mocy.
To nie znaczy, że partnerstwa znikną. Oznacza to, że stają się bardziej obwarowane warunkami, bardziej strategiczne i droższe. Dla długoterminowych inwestorów to właśnie wspólny wątek łączący te historie. Następni zwycięzcy AI być może wciąż będą tworzyć genialne rozwiązania — ale jeszcze bardziej zdefiniuje ich to, co posiadają, co kontrolują i jak rzadko muszą kogokolwiek prosić o zgodę.

Niniejszy materiał ma charakter marketingowy i nie powinien być traktowany jako porada inwestycyjna. Handel instrumentami finansowymi wiąże się z ryzykiem, a historyczne wyniki nie stanowią gwarancji przyszłych wyników.
Instrumenty, o których mowa w niniejszej treści, mogą być emitowane przez partnera, od którego Saxo otrzymuje opłaty promocyjne, płatności lub retrocesje. Chociaż Saxo może otrzymywać wynagrodzenie z tytułu tych partnerstw, wszystkie treści są tworzone w celu dostarczania klientom cennych informacji i opcje.