Szokujące prognozy
Podsumowanie: Szokujące prognozy na 2026 rok
Saxo Group
Dyrektor ds. strategii rynku surowców
Ceny ropy nadal spadają, ponieważ rynek coraz wyraźniej dyskontuje pokojowe zażegnanie kryzysu na Bliskim Wschodzie oraz stopniowe ponowne otwarcie Cieśniny Ormuz. Po ogłoszeniu przez prezydenta Donalda Trumpa wstępnego porozumienia oraz po doniesieniach, że jego formalne podpisanie może nastąpić jeszcze w tym tygodniu, kilka banków — w tym Morgan Stanley i Goldman Sachs — obniżyło prognozy cen ropy, powołując się na szybszą niż wcześniej oczekiwano normalizację eksportu z regionu Zatoki Perskiej. Ta reakcja pokazuje, jak szybko rynek przeszedł od wyceny ryzyka największych we współczesnej historii zakłóceń podaży do skupienia się na odbudowie i powrocie do równowagi. Notowania ropy Brent, które w szczycie kryzysu przejściowo przekroczyły 120 USD za baryłkę, spadły w okolice 80 USD za baryłkę, ponieważ inwestorzy liczą na odblokowanie wstrzymanych dostaw i złagodzenie napięć na rynku. Mimo to ceny wciąż utrzymują się wyraźnie powyżej przedziału 60–70 USD za baryłkę sprzed wybuchu konfliktu.
Argumenty za niższymi cenami w krótkim terminie są mocne. Miliony baryłek uwięzionych w regionie Zatoki Perskiej są przygotowywane do wysyłki, a rynek już pokazał, że potrafi zaskakująco szybko się dostosować. Skokowy wzrost eksportu z USA, słabszy import z Chin, alternatywne szlaki rurociągowe z Arabii Saudyjskiej i ZEA oraz częściowe ograniczenie popytu zrównoważyły znaczną część zakłóceń, powstrzymując jeszcze większy skok cen.
Choć eksport może wrócić do poziomów sprzed wojny już w sierpniu, rynek może niedoszacowywać trudności związanych z przywracaniem produkcji i odbudową zapasów. Gdy żegluga ruszy, eksport da się zwiększyć relatywnie szybko, ale produkcja potrzebuje więcej czasu. Podczas konfliktu zamknięto tysiące odwiertów; część z nich nie od razu wróci do wcześniejszych poziomów wydobycia. Goldman Sachs zakłada, że produkcja w Zatoce Perskiej wróci do normy około października, podczas gdy Morgan Stanley spodziewa się przywrócenia jedynie połowy utraconej produkcji do września oraz około 80% do końca roku.
To rozróżnienie jest ważne, ponieważ na globalnym rynku ropy narosła w tym czasie znacząca luka podażowa. Zapasy były relatywnie niskie już przed wojną, a następnie zostały dodatkowo mocno uszczuplone. Tylko w Stanach Zjednoczonych łączne zapasy komercyjne i SPR (Strategic Petroleum Reserve, czyli Strategiczna Rezerwa Ropy Naftowej) spadły o ponad 80 mln baryłek, a stan SPR spadł do najniższego poziomu od 1983 r.
Kilka czynników przemawia za tym, że rynek może wyznaczyć nowe, wyższe dno cen — powyżej przedziału 60–70 USD za baryłkę. Po pierwsze, zapasy trzeba odbudować — zarówno komercyjne, jak i strategiczne. Rządy w USA i Azji są coraz bardziej świadome wrażliwości łańcuchów dostaw i prawdopodobnie zaczną uzupełniać rezerwy, gdy warunki na to pozwolą.
Po drugie, popyt może odbić wraz ze spadkiem cen. Trzeci kwartał jest sezonowo najsilniejszy pod względem konsumpcji ropy, a niższe koszty paliw zwykle ją stymulują. Dodatkowo słaby import z Chin — jeden z kluczowych czynników równoważących rynek podczas kryzysu — może okazać się przejściowy. Powrót Chin do bardziej typowych zakupów wchłonąłby część dodatkowej podaży, która ma trafić na rynek.
Po trzecie, premia za ryzyko geopolityczne raczej nie zniknie całkowicie. Obecne porozumienie może doprowadzić do ponownego otwarcia Cieśniny Ormuz, ale wiele napięć pozostaje nierozwiązanych. Obawy o bezpieczeństwo w regionie nie znikną z dnia na dzień, a firmy żeglugowe mogą jeszcze przez jakiś czas zachować ostrożność. Nawet w optymistycznym scenariuszu inwestorzy nie przypiszą przyszłym zakłóceniom prawdopodobieństwa równego zeru.
W pewnym sensie rynek „pożyczył baryłki z przyszłości”. Zapasy zostały uszczuplone, magazynowanie na morzu ograniczone, alternatywne trasy dostaw wykorzystane do maksimum, a popyt w niektórych regionach stłumiony. Te działania pomogły oswoić wstrząs, ale teraz trzeba je odwrócić. Odbudowa zapasów do bardziej komfortowych poziomów może potrwać znacznie dłużej niż samo wznowienie żeglugi tankowców przez Cieśninę Ormuz.
Kontrakty terminowe na 2027 r. wyceniają obecnie średnią cenę ropy Brent na poziomie 75 USD za baryłkę, a WTI na poziomie 71 USD za baryłkę — to o ponad 10 USD więcej niż przed wojną, co pokazuje, że rynek liczy na dłużej utrzymujące się wyższe ceny.Choć dziś uwaga skupia się na pokoju i spadających cenach, nie warto pomijać wyjątkowego okresu dla stóp zwrotu w segmencie energii. Zyski osiągane w czasie konfliktu wykraczały daleko poza sam wzrost cen spotowych dzięki głębokiej backwardation na krzywej terminowej (to sytuacja, w której kontrakty z dalszym terminem dostawy są tańsze niż te z bliskim terminem).
Efekt był szczególnie widoczny w produktach rafineryjnych. Londyński olej napędowy (ICE) dał łączny zwrot blisko 50%, choć kontrakt z najbliższym terminem dostawy podrożał tylko o około 22%. Brent przyniósł łączny zwrot 32,5% przy wzroście kontraktu z najbliższym terminem dostawy zaledwie o 13,2%. WTI dał niemal 38% wobec około 20% wzrostu kontraktu z najbliższym terminem dostawy, a diesel NY ULSD (ultra-low sulfur diesel) osiągnął łączny zwrot ponad 42% przy około 21% wzroście kontraktu z najbliższym terminem dostawy.
Te wyniki podkreślają, jak silny wkład w warunkach ostrego niedoboru podaży może wnieść tzw. roll yield, czyli dodatkowy efekt z rolowania kontraktów (sprzedaży droższych kontraktów z bliskim terminem dostawy i kupna tańszych z dalszym terminem dostawy). Dla inwestorów z wyłącznie długą ekspozycją backwardation okazała się niemal tak samo ważna jak sama zmiana cen spotowych. Z perspektywy całego sektora Bloomberg Energy Total Return Index (indeks całkowitego zwrotu, który obejmuje także gaz ziemny) wzrósł podczas konfliktu o 28%, niemal dwukrotnie więcej niż indeks spotowy, który śledzi jedynie zmiany cen kontraktów bazowych bez efektu rolowania.
Patrząc w przyszłość, bilans ryzyk wydaje się dziś bardziej wyrównany niż w jakimkolwiek momencie od wybuchu konfliktu. W krótkim terminie przeważają czynniki spadkowe, ponieważ rynek dyskontuje szybsze ponowne otwarcie Cieśniny Ormuz i powrót uwięzionych baryłek. Z drugiej strony, niskie zapasy, sezonowo silny popyt, odbudowa rezerw strategicznych oraz utrzymujące się napięcia geopolityczne sugerują, że powrót do cen ropy sprzed wojny może być znacznie mniej oczywisty niż sugeruje obecny optymizm rynku.

Niniejszy materiał ma charakter marketingowy i nie stanowi porady inwestycyjnej. Handel instrumentami finansowymi wiąże się z ryzykiem, a wyniki historyczne nie gwarantują przyszłych rezultatów. Instrumenty wspomniane w niniejszym materiale mogą być oferowane przez partnerów, od których Saxo może otrzymywać opłaty marketingowe, wynagrodzenia lub opłaty retrocesyjne. Niezależnie od ewentualnych korzyści finansowych otrzymywanych w ramach takich partnerstw, wszystkie treści są tworzone w celu dostarczenia klientom wartościowych informacji i zapewnienia dostępu do możliwości inwestycyjnych.