Od eskalacji do deeskalacji: dlaczego premia wojenna w cenie ropy ponownie maleje
Najważniejsze informacje:
- Ceny ropy naftowej mocno spadły, ponieważ rozmowy między Iranem a Omanem, mediacja ze strony Pakistanu oraz inne sygnały zwiększają nadzieje, że Waszyngton i Teheran szukają sposobu na deeskalację napięć.
- Spadek cen wyprzedza poprawę w handlu fizycznym: ruch statków przez Cieśninę Ormuz wciąż jest znacznie ograniczony, a funkcjonowanie infrastruktury energetycznej w rejonie Zatoki Perskiej pozostaje zakłócone.
- Marże rafineryjne na olej napędowy destylaty rednie spadły z ekstremalnych poziomów, lecz wciąż pozostają wyjątkowo wysokie, ponieważ przestoje w rafineriach w rejonie Zatoki Perskiej oraz rosyjskie ograniczenia eksportowe nadal ograniczają podaż.
- Największym ryzykiem spadkowym dla cen byłoby realne i znaczące wznowienie żeglugi przez Cieśninę Ormuz, natomiast po stronie ryzyka wzrostowego istnieje możliwość, że rynek zdyskontował przełom dyplomatyczny, który może okazać się znacznie trudniejszy do osiągnięcia.
Ceny ropy naftowej mocno spadły w tym tygodniu, ponieważ rynek coraz wyraźniej dostrzega, że zarówno Waszyngton, jak i Teheran szukają drogi wyjścia z konfliktu, który po obu stronach przyniósł wysokie koszty gospodarcze. Brent oscyluje w okolicach 86 USD za baryłkę, co powiększa trzydniową przecenę do ok. 8,7%, a notowania WTI spadły poniżej 80 USD po tym, jak w zeszłym tygodniu przebiły 87 USD.
Zmiana nastrojów nastąpiła błyskawicznie. Jeszcze tydzień temu rynek żył widmem ponownej eskalacji, znaczącego ograniczenia ruchu statków przez Cieśninę Ormuz oraz zapowiadanej przez Waszyngton „ofensywy gospodarczej” wobec Iranu. Dziś uwaga przesunęła się w stronę dyplomacji, potencjalnych korytarzy morskich i sygnałów, że żadna ze stron na razie nie pali się do powrotu do pełnoskalowego konfliktu zbrojnego.
Efektem jest szybkie zanikanie części premii za ryzyko geopolityczne (tzw. premii wojennej) w cenie ropy. Rynek fizyczny energii wciąż jednak pozostaje daleki od normalności, co sugeruje, że inwestorzy wyceniają poprawę warunków podaży znacznie wcześniej niż zmaterializuje się ona w praktyce.
Poszukiwanie drogi wyjścia
Najważniejszym wydarzeniem są rozmowy między Iranem a Omanem. Obie strony omawiają tymczasowe porozumienie, które miałoby pomóc we wznowieniu żeglugi przez Cieśninę Ormuz — w tym utworzenie tymczasowego wspólnego korytarza żeglugowego oraz rozminowanie toru wodnego.
Co istotne, takie rozwiązanie nie wymagałoby od Waszyngtonu i Teheranu natychmiastowego rozstrzygnięcia znacznie większych sporów dotyczących sankcji, programu nuklearnego Iranu czy bezpieczeństwa w regionie. Mogłoby natomiast stanowić pierwszy, praktyczny krok — zmniejszając koszty gospodarcze, podczas gdy szersze negocjacje toczyłyby się dalej.
Inne sygnały również wskazują na deeskalację. Według doniesień Stany Zjednoczone zaczęły stopniowo przywracać obsadę w kilku placówkach dyplomatycznych na Bliskim Wschodzie, które po wybuchu wojny zostały ewakuowane lub ograniczyły działalność. Etapowy powrót obejmuje m.in. placówki w Arabii Saudyjskiej, Iraku, Izraelu i Libanie, a w pozostałych krajach Zatoki Perskiej również oczekuje się zwiększenia obsady. To jeszcze nie dowód, że konflikt się zakończył, ale sygnalizuje, że Waszyngton dziś ocenia ryzyko ponownej eskalacji na szeroką skalę jako mniejsze.
Tymczasem długo zapowiadane rozszerzenie amerykańskich sankcji wobec Iranu okazało się na razie mniej agresywne niż się obawiano. Departament Skarbu objął sankcjami blisko 60 podmiotów, osób i statków powiązanych z Iranem oraz poszerzył katalog działań narażonych na sankcje wtórne. Nie zdecydowano się jednak od razu nałożyć znaczących kar na kraje kontynuujące handel z Iranem i — co ważne — nie uderzono w duże chińskie instytucje finansowe podejrzewane o ułatwianie handlu irańską ropą.
Chiny, największy odbiorca irańskiej ropy, zareagowały stanowczo — stwierdziły, że ich relacje z Teheranem nie powinny być zakłócane i ostrzegły, że podejmą działania w obronie swoich interesów. USA mogą jeszcze zaostrzyć działania, ale na razie wyważone podejście ogranicza ryzyko natychmiastowej konfrontacji na tle sankcji z Pekinem, która mogłaby dodatkowo zakłócić globalne przepływy energii.
Po sześciu miesiącach konfliktu bodźce do znalezienia „wyjścia” są coraz bardziej czytelne. Iran pilnie potrzebuje ulgi gospodarczej i lepszego dostępu do rynków zbytu na swoją ropę. Z kolei Waszyngton potrzebuje normalizacji na rynku energii po miesiącach podwyższonych cen paliw, uwalniania ropy ze Strategicznej Rezerwy Ropy Naftowej (SPR) oraz zakłóceń w całej Zatoce Perskiej.
Ropa wycenia dyplomację przed fizyczną odbudową podaży
Szybkość tegorocznej wyprzedaży jest tym bardziej uderzająca, że na razie brakuje dowodów na realne odbicie w przepływach fizycznych. Ruch statków przez Cieśninę Ormuz pozostaje mocno przytłumiony. Wstępne dane firmy Kpler, cytowane przez Reutersa, wskazują, że 25 sierpnia przez cieśninę przepłynęło zaledwie pięć statków z ładunkami surowców, podczas gdy dziesięciodniowa średnia wynosi około 15. Przed konfliktem przez Ormuz przepływała mniej więcej jedna piąta globalnego handlu ropą i skroplonym gazem ziemnym.
Innymi słowy, ceny ropy spadają nie dlatego, że na rynek nagle wróciły duże wolumeny wstrzymanej podaży, lecz dlatego, że uczestnicy rynku przypisują jej powrotowi wyższe prawdopodobieństwo w najbliższych tygodniach.
Rynek przesunął się z wyceny wysokiego prawdopodobieństwa długotrwałych zakłóceń i ponownej eskalacji w stronę wyceny częściowego ponownego otwarcia, ustaleń dotyczących żeglugi i niższego ryzyka powrotu do konfliktu zbrojnego.
To sprawia, że rynek jest wrażliwy na zwroty nastrojów. Wiarygodne porozumienie, które szybko przywróciłoby żeglugę przez Ormuz, mogłoby ściąć kolejną część premii geopolitycznej. Z kolei załamanie rozmów mogłoby zmusić inwestorów do odbudowania premii za ryzyko niemal tak szybko jak zniknęła.
Napięcie na rynku produktów maleje, ale wciąż jest skrajne
Podobną poprawę nastrojów widać na rynku produktów rafineryjnych, choć tu fizyczna „sztywność” podaży jest wyraźniejsza. Spread WTI–ULSD cofnął się do około 88 USD za baryłkę po tym, jak niedawno przekraczał 100 USD, a spread Brent–gasoil spadł poniżej 70 USD z poziomów powyżej 80 USD tydzień wcześniej.
To spore spadki, ale warto je osadzić w kontekście. Oba wskaźniki wciąż są wyjątkowo wysokie w porównaniu z normalnymi warunkami. Rok temu spread WTI–ULSD wynosił nieco ponad 30 USD, a Brent–gasoil około 22 USD za baryłkę. To pokazuje, że system rafineryjny nadal działa pod poważną presją, nawet jeśli element paniki w cenach zaczyna słabnąć.
Przestoje w rafineriach na Bliskim Wschodzie pozostają ważnym czynnikiem, a sytuacja w Rosji dokłada kolejną warstwę presji — zwłaszcza w segmencie destylatów średnich. Powtarzające się ukraińskie ataki zakłóciły pracę rosyjskich rafinerii oraz funkcjonowanie infrastruktury eksportowej, co może ograniczyć eksport oleju napędowego we wrześniu, gdy Moskwa stara się chronić rynek krajowy w czasie trwających przestojów.
Wniosek jest taki: ropa naftowa coraz bardziej wycenia dyplomację, natomiast olej napędowy i gasoil wciąż wyceniają niedobór podaży.
Dywidenda pokoju czy przedwczesny optymizm?
Gwałtowna korekta na rynku ropy odzwierciedla poprawę klimatu dyplomatycznego — po miesiącach konfrontacji obie strony mają coraz silniejsze przesłanki ekonomiczne, by szukać wyjścia z konfliktu.
Najbardziej oczywiste ryzyko spadkowe dla cen ropy polega na tym, że udane negocjacje i trwałe przywrócenie żeglugi przez Cieśninę Ormuz mogłyby uwolnić wstrzymane wolumeny z Zatoki Perskiej, obniżyć koszty frachtu i dodatkowo ściąć premię geopolityczną. W czerwcu, gdy Cieśnina Ormuz była przez kilka tygodni otwarta, Brent spadł aż do 70 USD za baryłkę.
Istotne jest jednak również ryzyko wzrostowe. Rynek może już dziś wyceniać pierwsze efekty „dywidendy pokoju”, choć w praktyce dywidenda ta jeszcze się nie zmaterializowała. Przypomnijmy: po czerwcowym, krótkotrwałym otwarciu brak porozumienia doprowadził do powrotu wrogości i późniejszego odbicia notowań Brent o około 30 USD.
W świetle ostatnich wydarzeń wydaje się, że jedynym pewnikiem dla inwestorów pozostaje podwyższona zmienność cen. Pytanie nie brzmi, czy napięcia osłabły — bo wyraźnie osłabły — lecz w jakim stopniu deeskalacja jest już „w cenach”.
Na razie rynek zdaje się zakładać, że Waszyngton i Teheran wreszcie mają wystarczająco dużo powodów, by szukać drogi wyjścia. Kolejnym testem będzie to, czy dyplomacja przełoży się na faktyczne wznowienie żeglugi przez Cieśninę Ormuz.
